środa, 4 czerwca 2014

Anna Klejzerowicz „Sąd ostateczny”

             Natchnienie. Próżno go szukać, gdy żołądek pusty. W kieszeni ostatnie kilkadziesiąt złotych, a nałóg tytoniowo – alkoholowy ssie do reszty. Emil Żądło, gdańszczanin, niegdyś policjant, dziś dziennikarz, „wolny strzelec” w fazie wielkiego kryzysu - to główny bohater powieści „Sąd ostateczny” pióra Anny Klejzerowicz. Brak weny na atrakcyjny artykuł nie jest jedynym problemem mężczyzny. Ex żona dopomina się o zaległe alimenty.

            Po niekorzystnej rozmowie z redaktorem naczelnym Emil udaje się do pubu gdzie spotyka swoją dawną sąsiadkę Dorotę z narzeczonym Damianem. Para rozkręca właśnie własny mały biznes gazetowy. Po kilku piwach dobijają targu i postanawiają współpracować, po czym rozchodzą się do domów. Następnego dnia, kiedy Emil próbuję się skontaktować z Damianem dowiaduje się, że para została w nocy zamordowana.

            Żądło przez wzgląd na Dorotę, czuję się zobowiązany i oferuje policji swą pomoc w odszukaniu sprawcy. Wyjątkowa spostrzegawczość Emila sprzyja odnalezieniu pierwszego tropu. Dziennikarz odkrywa, iż ciała zamordowanych zostały celowo ułożone przez sprawcę w identyczny sposób jak postaci na obrazie Hansa Memlinga „Sąd ostateczny”, który jest chlubą i wizytówką Gdańska od setek lat. Morderca, jak na psychopatę przystało zbiera kolejne żniwa. Ofiary, poza charakterystycznym ułożeniu ciał po śmierci, nic ze sobą nie łączy. Trudno przewidzieć, w jaki sposób zwyrodnialec wybiera swoje ofiary. Żołnierz Chrystusa, bo tak mówi o sobie przestępca staje się coraz bardziej zuchwały. Jedyne pocieszenie to, to, że na swój cel nie bierze dzieci, ale i ten fakt nie do końca jest pewny, gdyż właśnie przez syna Emila morderca przekazuje wiadomość dziennikarzowi.

            Książka nie jest rasowym kryminałem gdyż została okraszona przez autorkę licznymi wątkami romantycznymi, co sprawia, że w pewnym momencie zatraca się lekko dreszczyk emocji. Trudno uwierzyć by taki zbiorowy happy and bohaterów drugiego planu miał możliwość bytu. Jednak jest to tak małoistotny detal, na który można bez wahania przymrużyć oko.

            Anna Klejzerowicz w bardzo ciekawy sposób przedstawia faktyczną historię samego płótna Memlinga. Opisy postaci z tryptyku są tak bogate, iż bez problemu można sobie wyobrazić sposób działania perfidnego mordercy.

            Intrygująco wykreowana przez pisarkę sylwetka Emila Żądło sprawia, że z miłą chęcią zapoznam się z kolejnymi przygodami charyzmatycznego dziennikarza, jak i innymi publikacjami pani Klejzerowicz. Polecam gorąco do zapoznania się z lekturą.   

               Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Replika


sobota, 31 maja 2014

Michał Gołkowski „Drugi brzeg”

Zona to wymarły i raczej wyludniony obszar o promieniu ok 30 km wokół elektrowni w Czarnobylu, charakteryzujący się występowaniem licznych anomalii o różnym charakterze oraz licznych mutacji zwierząt, roślin jak również i ludzi. Zona zabija, zmienia albo niszczy wszystko, co wchodzi w jej obszar. Wbrew pozorom w Zonie najtrudniejsze do zdobycia są artefakty, nie amunicja, a jedzenie i czysta woda.

„Ja i tak przepuszczę to jeszcze trzy razy przez filtr węglowy, ot tak, dla pewności. Tyle tylko, że woda przepuszczona przez aktywny węgiel staje się jałowa – nie destylowana, a jałowa. Macie tam niby komplet minerałów, ale są… no martwe, no. Pijesz wodę, a ona nie daje ci energii – jest wilgoć, jest płyn, ale nic poza tym. Bierzesz z rzeki wodę brudną, ale żywą i zabijasz ją, żeby móc się napić…”[1]

Po prawie trzydziestu latach zapuszczenia i grabieży trudno się czasem rozeznać, co było, czym. W Zonie nic nie jest twoje, wszędzie jesteś tylko gościem, złodziejaszkiem, ukradkowym skradaczem – stalkerem właśnie. Tu nie ma „regularności” – regularnie to się tylko ginie od głupoty i pewności siebie.

Stalker to jest człowiek, który wchodzi do strefy zakazanej, który przekracza granicę, ale granicę wewnętrzną nie zewnętrzną. Jest swego rodzaju poszukiwaczem skarbów - artefaktów, który chce dostać się do strefy i co najważniejsze, bezpiecznie wrócić.

„Drugi brzeg” jest druga częścią bestsellerowej powieści „Ołowiany świt”. Niestety nie miałam okazji czytać tej pierwszej i pewnie, dlatego niektóre fakty w „Drugim brzegu” były dla mnie trochę nie jasne. Brakowało mi na końcu książki słownika terminów, który na szybko wyjaśniałby mi to, co niezrozumiałe. Jednak, od czego mamy Internet. Ciekawość moja zwyciężyła, zaczęłam szukać informacji i po trochu sama stałam się stalkerem, choć wirtualnym. Bardzo pomocna dla mnie stała się strona poświęcona grze S.T.A.L.K.E.R Stalker.Wikia.com oraz krótkie filmiki stworzone przez wydawnictwo Fabryka Słów na YouTube w których sam autor opowiada o swych książkach. Polecam obejrzeć je wszystkie YouTube.com  i YouTube.com

Główny bohater stalker Misza idzie samotnie na drugi brzeg by znaleźć coś, co nawet nie wie czy tam jest. Na jego trasie Prypeć, CzAES, Czarnobyl, Horno. Ma nadzieje dojść na Agroprom gdzie prawdopodobnie trafi na ślad eksperymentów i laboratoriów profesora Łabotkina. Przemieszczając się jest bardzo ostrożny, omija asfaltowe drogi, woli iść trudniejszą trasą, brnąć często przez krzaki i grzęzawiska, ale przeżyć, niż zginąć maszerując rzekomo prostą trasą. Bardzo oszczędnie używa broni palnej, skrupulatnie przeliczając każdy nabój amunicji. Strzały oddaje tylko w ostateczności, bo wie, że każdy huk ściąga kolejnych mutantów, z którymi nie łatwo wygrać. Samotność daje mu się we znaki, nie traci jednak czujności, kiedy spotyka monolitowców, bardzo przypominających stalkerów. Szybko jednak się z nimi rozprawia. Udaje mu się także ujść z życiem, kiedy na jego drodze staje najgroźniejszy mutant – chimera. Jednak nie do końca ma pewność czy unicestwił stwora, bo przecież chimery nie da się ot tak zobaczyć. Misza wie, że stwór go obserwuje, nie przepuści okazji do wyrównania rachunków i to z nawiązką. Poszukiwacz przemieszcza się w dzień, w nocy próbuje zregenerować siły, niestety nawiedzające go koszmary senne nie dają wytchnienia. Dotarłszy do Czarnobyla widzi jak bandyci atakują dwóch stalkerów. Przyłącza się do jadki i ratuje jednego z nich, dzięki temu zyskuje przewodnika na Horno.

Michał Gołkowski doskonale opisuje klimat Czarnobylskiej strefy. W przyjemny sposób wplata bardzo istotne historyczne fakty. Podróż Miszki, choć czasem monotonna i przewidywalna, potrafi jednak w momentach zagrożenia życia zrosić czytelnika ciarkami na plecach. Fascynująca książka, polecam i z miłą chęcią czekam na kolejne pozycje autora.




[1] Str. 36, Michał Gołkowski, Drugi brzeg, Fabryka słów, Lublin 2014

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Fabryka Słów


środa, 28 maja 2014

Beata Gołębiowska "Żółta sukienka"

           W życiu ludziom przytrafiają się różne trudne sytuacje, niejedna bardziej przykra od drugiej. Każda z nich jednak pozostawia po sobie ślad, ranę, zostaje w pamięci. Chcąc zapomnieć odcinamy się od tego, co było, nie przepracowując emocji, złudnie sądząc, że czas leczy rany i jakoś to będzie. Czy oby na pewno?   
 
„Okazuje się, że każda forma ucieczki od życia jest drogą do utraty szczęścia”[1]

            Anna, jako sześcioletnia dziewczynka zostaje ofiarą gwałtu. Nie rozumie tego, co się stało, boi się toksycznej matki i zataja przed całym światem okrucieństwo, jakie ją spotkało. Trauma jednak towarzyszy jej przez całe życie. Jako dorosła kobieta porzuca męża, pracę dziennikarki i emigruje z córką do Kanady. Tam zatrudnia się, jako pomoc domowa. Niestety w żadnym miejscu nie może zagrzać miejsca na dłużej. Często zmienia pracodawców. Żyje w biedzie. Ubrania kupuje używane, meble do domu otrzymała z Armii Zbawienia. Nieustannie jednak marzy o pisaniu. Wszędzie zabiera ze sobą portfolio z opowiadaniami i wierszami swojego autorstwa.

            Pewnego dnia Anna zatrudnia się, jako gosposia w domu Paula. Pięćdziesięciolatek jest inwalidą. W dzieciństwie stracił nogi podczas wypadku samochodowego. W katastrofie giną oboje rodzice, chłopcu matkuje czternastoletnia siostra. Mężczyzna nie znosi współczucia, często bywa grubiański, ale tak jak Anna ukrywa swoją drugą twarz pod dość odważnym strojem i przerysowanym makijażem, tak Paul w głębi serca jest wrażliwy, mądry i oczytany. Kanadyjczyk zakochuje się w Polce od pierwszego wejrzenia. Jednak nie okazuje jej tego. W tajemnicy umieszcza w domu zakamuflowaną kamerę by móc nieustannie obserwować ukochaną.

            Podczas sprzątania biblioteki, Anna w bogatym księgozbiorze znajduje ciekawy album z lalkami. Jedna z nich przykuwa jej szczególną uwagę. Obserwujący to na monitorze Paul chcąc zrobić przyjemność kobiecie kupuje identyczną kukiełkę. Niestety nie wie, że efekt końcowy podarunku będzie zupełnie inny niż zamierzony. Zabawka przywraca demony z dawnego życia Anny.
            Kiedy Anna otrzymuje wiadomość z Polski o śmierci matki, początkowo nie zamierza jechać. Jednak za namową córki wybierają się w podróż. Czy Annie uda się uwolnić od nękających ją koszmarów? A co jeśli jej oprawca nadal żyje? Czy go spotka?

            Książka „Żółta sukienka” jest debiutem literackim Beaty Gołębiowskiej. Ze skrzydełek okładki dowiadujemy się, iż autorka jest poznanianką, obecnie mieszkającą w Montrealu. Ukończyła studia fotograficzne na Dawson College. Jej prace prezentowane były w kilku galeriach montrealskich, m.in. w Galerii Muzeum Sztuk Pięknych. Pracowała, jako malarka dekoracyjna w programach Debbie Travis – Painted House i Facelift. W tym czasie zaczęła pisać opowiadania i scenariusze oraz artykuły o fotografii, malarstwie i przyrodzie. Obecnie pracuje dla Queen Art. Films, gdzie zadebiutowała, jako reżyser filmu dokumentalnego „Raj utracony, raj odzyskany” o polskim ziemiaństwie i arystokracji w Kanadzie.

            Książka, choć nie jest imponującej grubości, czyta się ją wolno, ale nie, dlatego że jest nudna, wręcz przeciwnie, ma swój magnetyzm, atmosfera sprawia, iż chce się ją czytać właśnie spokojnym rytmem. By tak jak Anna przezywać wspomnienia. Polecam.


[1] Str. 142, Beata Gołębiowska, Żółta sukienka, Novae Res, Gdynia 2011


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Novae Res


czwartek, 15 maja 2014

Spotkanie z Anetą Ponomarenko

Moja ulubiona Biblioteka Publiczna w Gołuchowie znów zaprosiła ciekawego gościa. Któż tym razem nas odwiedził? Nie kto inny jak pani Aneta Ponomarenko, autorka między innymi ciekawych kryminałów w stylu retro pt.: "Strażnika skarbu" i  "Dom śmierci" których akcja dzieje się w dziewiętnastowiecznym Kaliszu.
O Strażniku pisałam już w tym poście, a recenzja "Domu śmierci" ukaże się już wkrótce.

Pani Aneta jest bardzo ciepłą i sympatyczna osobą. W swej karierze pracowała między innymi jako pedagog i dziennikarz. Dziś piastuje posadę w pewnym urzędzie, ale nie będę wspominać w jakim, gdyż jak sama pisarka mówi, praca ta zdarza się być nudna. To właśnie ta nuda sprawiła, iż Ponomarenko zaczęła pisać. Początkowo były to tylko krótkie opowiadania, często z życia wzięte, ale celowo urozmaicone bogatą wyobraźnią autorki, a że nie zamierzała tego wydać, większość lądowała w szufladzie. Dziękuje pani Aneto, że jednak zmieniła pani zdanie odnośnie chomikowania swej twórczości w szufladzie.

Aneta Ponomarenko w swej twórczości inspiruje się historią dawnego Kalisza, a że w dziewiętnastowiecznym małym mieście, poza drobną huliganerią, niewiele się dzieje, ubarwiając historię w powieściach trup ściele się gęsto. Czytelnik żartobliwie może sądzić, iż za chwilę zostanie wymordowane całe miasto, ale nie ma obawy, na straży przecież stoją takie asy jak dr Jakub Zaif i agent do specjalnych poruczeń Walenty Konstantynowicz Jezierski. 




wtorek, 13 maja 2014

Maja Strzebońska "Czarownica i kot"

Bardzo ciekawa opowieść o tym jak to pewna czarownica znajduje nie daleko swego domu maleńkiego kotka. Czarownica wbrew pozorom ma dobre serduszko i postanawia się zaopiekować ślicznym malcem.

Książeczka jest ozdobiona ślicznymi ilustracjami. Pisana dużą czcionką, co zachęci dzieci, które dopiero zaczynają swoją naukę czytania do spróbowaniu własnych sił w czytaniu lektury. Młodszym malcom polecam czytanie tej książeczki przed snem. Jej objętość jest w sam raz jak na jednorazowe czytanie do poduszki. Przy okazji przekazujemy dzieciom wiedzę, iż nie wszystko, co straszne z nazwy musi być takie w rzeczywistości i np. nie trzeba bać się czarownic, bo są też takie, które można szybko polubić. 

Za możliwość przeczytania książeczki dziękuję wydawnictwu Skrzat




sobota, 10 maja 2014

Manula Kalicka „Szczęście za progiem” Wydanie II, poprawione

           Plotka głosi, że jeśli chcemy osiągnąć w życiu sukces to pierwszy milion należy ukraść, a do celu iść po trupach.

Małgosia ma już dość życia bez perspektyw w małej zapomnianej wsi. Obserwując walczącą o życie muchę w kałuży piwa, dociera do niej, że jeśli nie zmieni czegoś w swojej egzystencji przepadnie na zawsze. Chce być kowalem własnego losu, napisać samodzielnie swój życiorys. Jedyną osobą, która rozumie Gosię jest jej babcia. Staruszka pożycza wnuczce małą sumę pieniędzy na podróż. Dwudziestolatka stawia sobie odważny cel. Jedzie do Warszawy by tam znaleźć mieszkanie i prace. Wie, że do domu już nigdy nie wróci, no chyba, że na krótkie odwiedziny. Zaraz po dotarciu do metropolii wynajmuje w obskurnej dzielnicy pokój, dzięki czemu nie musi nocować na dworcu. Przez kolejne dni nieustannie poszukuje w pracy. Niestety nie jest to łatwa sprawa. Brak umiejętności obsługi komputera, porozumiewania się w jakimkolwiek języku obcym czy też profesjonalnie napisane CV sprawia, iż Małgosia jest nieustannie wyśmiewana przez potencjalnych pracodawców. Kiedy zatem sąsiad Remek sugeruje jej pracę, jako tancerka topless, nie waha się.

            Dziewczyna żyje bardzo oszczędnie, liczy każdy grosz. Pewnej nocy, kiedy wraca z pracy do domu na jej drodze leży pijany mężczyzna. Gdy zamierzała go ominąć, dostrzegła wystający z płaszcza portfel, powtarzając sobie w duchu babcine ulubione powiedzonko: „nie złapiesz myszy w rękawiczkach” ukradła własność pijaczka i ucieka.  Przypadkowo zdobyte pieniądze postanawia zainwestować w kurs komputerowy, bo przecież wiecznie nie ma zamiaru kręcić tyłkiem przy rurze. Instruktorem kursu jest student informatyki Marek, któremu Małgosia wpada w oko. Dziewczyna szybko odkrywa dodatkowe zalety Mareczka, dzięki niemu uczy się języka angielskiego. Tylko czy motywy działania w tym przypadku są szczere?

            W życiu Małgosi parokrotnie zadziałało „prawo przyciągania”. Cóż to takiego? Jeśli o czymś intensywnie myślisz, to w końcu, to dostajesz. I za sprawą właśnie takiego przyciągania Małgosi udaje się wynająć inny pokój w dużo lepszej dzielnicy, w kawiarni otrzymuje od fotografa ofertę pracy jako modelka, poznaje nieprzyzwoicie bogatego Marcela, ale nie, nie myślcie, że nagle spadł jej królewicz z nieba. Tak łatwo to jednak w życiu nie jest. Marcel ma swój chytry plan odnośnie Małgosi, który nie spodobałby się żadnej kobiecie, a jaki? No cóż, zapraszam do lektury.

            Manuli Kalickiej udało się wykreować świetne postaci, z niezwykle mocnymi charakterami. Mnie osobiście najbardziej zaciekawiła bohaterka drugoplanowa – pani Irena, od której Małgosia wynajmuje mieszkanie. Jej tajemniczość, a jednocześnie akceptacja jest dla mnie urzekająca.

Książka może być inspiracją jak odważnie stawiać sobie życiowe cele i uparcie do nich dążyć. Co najciekawsze można polemizować jak zakończy się historia Małgosi. Odpowiedź uzależniona jest od tego czy dokładnie czytało się książkę i jak określiło motywy działania głównej bohaterki. W życiu każdego człowieka może być czas, w którym jest naprawdę źle, ale każdy z nas ma wybór jak w danej sytuacji się zachowamy, czy w ogóle odważymy się coś zrobić/zmienić, czy jednak powiemy „nie” i będziemy dalej siedzieć na stołku i biadolić nad swym losem. Jeśli nie obce są ci zagadnienia z dziedziny „rozwoju osobistego” z czystym sumieniem polecam ci tę książkę, jako małą odskocznie by mieć motywację do walki o własny życiorys.

Za udostępnienie książki dziękuje wydawnictwu Szara Godzina


niedziela, 4 maja 2014

Iwona Bińczycka – Kołacz „Znak ostrzegawczy”

          Po kilku latach małżeństwa, kiedy w związek dwojga ludzi wkrada się rutyna, nie jedna z pań, bo na nich się raczej skupię, zaczyna się zastanawiać czy wybrany przed laty małżonek był najlepszym życiowym wyborem? Czy gdy dałoby się cofnąć czas i znaleźć inne rozwiązanie z sytuacji, pójść inna drogą, czy byłaby ona lepsza? A skoro nie można cofać czasu to czy trwać w nudnym związku, czy też odważyć się i spróbować coś nowego? Tylko, jakby się tak głębiej zastanowić, to przecież coś was kiedyś przecież łączyło. Coś sprawiało, że serce zaczynało szybciej bić, chciało się uśmiechać, a organizm tryskał energią. To wszystko odeszło w niepamięć? Są też sprawy, które nadal łączą i nie da się ich podzielić, bo ktoś zawsze będzie cierpiał. Może jest jeszcze jakaś nadzieja, światełko w tunelu, które pozwoli wierzyć, że wszystko można jeszcze poskładać na nowo? Może stoi gdzieś znak ostrzegawczy, że to właśnie ten moment, który mówi nam: Walcz! Jeśli zadawałaś sobie kiedykolwiek takie pytania, książka Iwony Bińczyckiej – Kołacz „Znak ostrzegawczy” przypadnie ci do gustu.

            Kamila i Jarek Michalscy, wraz z synkiem Jasiem, tworzą pozornie szczęśliwe małżeństwo. Żyją razem, a mimo to osobno. Na co dzień wszystko podporządkowane pod komendę wiecznie niezadowolonego Jarka, uważającego się za pępek świata. Mężczyzna jest do przesady nudny i przewidywalny. Dużo czasu spędza w pracy, a po powrocie do domu, w przerwach, kiedy nie krytykuje dosadnie żony, każdą wolną chwilę spędza przed telewizorem lub komputerem. Kamili doskwiera samotność, brak zrozumienia, czuje się niedoceniana. Żyje z dnia na dzień. Telemężulek nic nie rozumie lub rozumieć nie chce. Kamila pocieszenie odnajduje jedynie w opiece nad Jasiem i podczas ulubionego biegania. Przygotowuje się do udziału w maratonie. Życiem Kamili w przeszłości rządziły w głównej mierze przypadki, niejasności i niedopowiedzenia. Podczas weekendowego pobytu z synkiem w Krynicy, spotyka swoją dawną miłość Gerarda. Rozstali się w dość niejasnych okolicznościach podczas głupiej sprzeczki. Krótko po tym fakcie Kamila poznaje Jarka i zachodzi w ciążę. W Krynicy Gerard wyznaje Kamili prawdę, odnośnie swojego zachowania z przeszłości. Kamilę dopadają wątpliwości na temat ojcostwa Jasia.

            Agata i Szymon Bralscy, małżeństwo pełne gorącego uczucia, starające się od paru lat o potomstwo, niestety bez rezultatów, co spędza Agacie sen z powiek. Kiedy w końcu zachodzi w ciążę emocje sięgają zenitu. Niestety, radość nie trwa długo. Wydawać by się mogło, iż Boże Narodzenie to czas cudów, ale nie dla Bralskich. Agata długo nie może się pozbierać po utracie „Pęcherzyka”. Jednak nie poddają się. Postanawiają walczyć dalej. Stają na ringu do nierównej walki. Po jednej stronie Agata z wielkim pragnieniem, po drugiej stronie wyczerpujące psychicznie i finansowo badania lekarskie, częste delegacje męża i kolejne próby zapłodnienia. Ile może wytrzymać kobieta? Ile może wytrzymać małżeństwo gdzie seks nie jest już uprawiany dla przyjemności? Czy znalezione przez Kamilę zdjęcia, na których są – no właśnie kto?! przyczynią się do rozpadu obu małżeństw?


            Poruszająca opowieść którą należy przeczytać! Dająca wiele do myślenia. Zapewne każda czytelniczka zamykając ostatnią stronę powieści zastanowi się nad własnym życiem i rozejrzy się za jej indywidualnym znakiem ostrzegawczym. Polecam gorąco!!!

Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Novae Res


piątek, 2 maja 2014

Radek Rak „Kocham cię Lilith”

           Chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się po przeczytaniu książki, aby mieć tysiące pytań do autora, których nie potrafiłabym zadać. Nie dlatego, że nie wypada, po prostu głoski nie potrafią się połączyć w wyrazy by wypowiedzieć to, co niezrozumiałe. To może zacznę od rzeczy zrozumiałych.

            Robert Z. przyjeżdża do sanatorium „Iwona” w Beskidzie Niskim na dwutygodniowy turnus rehabilitacyjny. W ośrodku nie ma zbyt wielu kuracjuszy gdyż sezon nie rozpoczął się jeszcze w najlepsze. Obecni pacjenci są dużo starsi od Roberta. Mężczyzna nie znajduje dla siebie towarzystwa, jedyną atrakcyjną rozmówczynią okazuje się pani doktor Małgorzata. W wolnych chwilach czyta książkę pt.: „Nim nadejdzie świt”, której tematem są przygody lwowskiego detektywa Immanuela Jesipowicza. Lektura pochłania go tak bardzo, iż Jesipowicz staje się wiernym towarzyszem i doradcą w życiu codziennym. Traktuje go jak materialnego człowieka, a nie fikcyjną postać.

Podczas spaceru Robert spotyka intrygującą malarkę Iwonę, mężczyzna, choć nie jest ekspertem w dziedzinie malarstwa, interesuje się tworzonym przez nią obrazem. Artystka parokrotnie pojawia się i kokietuje Roberta. Zaprasza go do swojego pokoju nr 8, gdzie spędzają upojną noc. Następnego ranka znika. Zaskakujący jest też fakt, iż pokoju numer osiem w ogóle nie ma w uzdrowisku, pod wspomnianą cyfrą znajduje się kotłownia, a kuracjuszki o imieniu Iwona nikt nie widział, ani o niej nie słyszał.

Tak kończy się pierwsza część, jak dotąd, wydawałoby się przygodowej powieści. W drugiej części autor zmienia charakter dzieła sięgając po mitologiczną Lilith. Jak wiadomo była ona pierwszą kobietą Adama, kiedy go porzuciła Bóg stworzył dla niego Ewę. Lilith, jako jedyna uwiodła Boga, Diabła i Adama. „Lilith wciągającej w siebie mężczyzn jak wir w rzece: zanurzyć się, dać się porwać i pochłonąć – tego pragniemy.”   

Robert postanawia odnaleźć ukochaną, niestety nie jest to łatwe. Wiele rzeczy zaczyna się gmatwać. Poznaje innych mężczyzn, którzy zostali omotani przez kobietę.

Druga drugiej części to już istna zagadka z tysiącem pytań:
            Czy malarka Iwona to mitologiczna Lilith?
            Czy w panią doktor Małgorzatę również wcieliła się Lilith?
            Czy Jesipowicz jest prawdziwy czy tylko postacią z książki?
            Uzdrowisko „Iwona” czy „Małgorzata”
            Czy Robert zamiast na serce nie powinien się czasem leczyć psychiatrycznie?


            W pewnym momencie czytelnik sam już nie wie, co jest prawdziwe, co jest fikcją. Książka przez swoje idealne zagmatwanie trzyma przy sobie do samego końca. „Kocham cię Lilith” to znakomity debiut literacki autorstwa Radka Raka. Choć dziś już mogę uznać tę książkę za przeczytaną, na pewno za jakiś czas do niej wrócę by znów, choć spróbować odgadnąć, co jednak było prawdziwe. Polecam tę książkę! Warto.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

"Przebudzenie" Agnieszka Lingas Łoniewska

Mówiąc krótko i bez owijania w bawełnę „Przebudzenie” to książka, która najgorszego śpiocha wyprowadzi z rutyny i sprawi, że porzuci on swój senny nałóg na rzecz przeczytania książki kosztem zarwanej nocy. 

Agnieszka Lingas – Łoniewska, kończąc bestsellerową powieść „Łatwopalni”, pozostawia czytelnika z małą zagadką: kto jest ojcem dziecka Moniki? Dziewczyna pozostaje sama, zatrzaskując drzwi przed nosem Jarkowi Mincowi. Co daje do myślenia, że pewnie szczęśliwym tatusiem będzie Grzesiek.

W „Przebudzeniu” Czarniewski jest w trakcie rozwodu ze swoją żoną Roksaną, która utrudnia mu widzenia z synkiem. Grzesiek wykorzystuje nieobecność Minca i postanawia zawalczyć o Monikę i miłość, jaką ją darzy. 

Kiedy pojawiają się pierwsze krągłości na brzuszku, Monika decyduje się na rozmowę i spotkanie z Jarkiem. Ten nie mogąc się doczekać wyznaczonego terminu natychmiast przyjeżdża do ukochanej. Ciąża Moniki jest dla niego zaskoczeniem. Przypuszczam, że obaj panowie i Jarek, i Grzesiek byliby skłonni uznać dziecko za swoje, na rzecz spędzenia reszty życia z Moniką.

W fabule nadchodzi też pora, aby zainteresować czytelników bohaterami z dalszego planu. Sylwia, przyjaciółka Moniki, ma dość życia z mężem alkoholikiem, występuje o separację. W rutynie dnia codziennego decyduje się przeprowadzić remont w domu. Jarek Minc poleca jej ekipę remontową pod dyrekcją jego przyjaciela, Berniego Korczaka. Między motocyklistą a fryzjerką niespodziewanie zaczyna iskrzyć. Czas na gorące uczucie w życiu Sylwii nie jest najlepszy. Berni wzbrania się jak może, ale jak wiadomo, krew nie woda. Mistrzyni scen erotycznych Lingas – Łoniewska znów rozpieści swoich czytelników. Drobniutka Sylwia i ogromny Berni z wielkim… sercem. 

Mogłoby już tak pozostać, miło, sielsko i romantycznie, ale jak to u autorki w zwyczaju musi być jakiś gwóźdź tasakiem wbijany. Nie należy ignorować porzuconej kobiety. Jej gniew mógłby być obliczany w skali Richtera. Roksana winą za swoje nieudane małżeństwo obarcza Monikę.
„Dlatego teraz nie miała żadnych skrupułów, żadnych wyrzutów, wszystko postawiła na jedna kartę. Kartę zemsty.”

To nie jedyny gwóźdź w tej całej historii. Ciśnienie podniesie jeszcze powrót pewnej osoby zza morza i … jeszcze nie powiedziałam, kto jest ojcem dziecka Moniki! Ale jeśli myślicie, że wam to zdradzę tu i teraz to… jesteście naiwni ;) 

Drodzy czytelnicy, fani Lingas – Łoniewskiej, co miałam powiedzieć, to już powiedziałam na samym początku, powtarzać się nie ma co. Bestseller, pt.: "Łatwopalni"„Przebudzenie” po prostu musicie przeczytać. Wielkim wstydem będzie przyznanie się, że ktoś tego nie czytał!!! Polecam gorąco. 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Filia



czwartek, 10 kwietnia 2014

Izabella Frączyk "Koniec świata"

Całkiem dawno Majowie straszyli nas widmem końca świata, który łaskawie nie nadszedł. Założę się jednak, że niejeden z nas zaczął się zastanawiać, co by było, gdyby przepowiednia faktycznie okazała się prawdziwa. Odważę się nawet stwierdzić, że sporo osób jednak w nią uwierzyło, choć się do tego nie przyznaje.

W książce pt. „Koniec świata” Izabelli Frączyk, poznajemy Marylkę. Kobieta ma 28 lat i nieudany związek za sobą. Porzucona zostaje przez narzeczonego, gdy ten dowiaduje się o bezpłodności dziewczyny.  Na co dzień bohaterka pracuje w agencji reklamowej, jest zdolną copywriterką z widokami na oszałamiającą karierę. Atrakcyjna singielka, która twardo i odważnie stąpa po ziemi. Nie boi się posiadać własnego zdania, nie jest też osobą, którą można kupić!

Wyjeżdża z kolegą z pracy na służbowy wyjazd do Sopotu. Marcel ma opinię bawidamka i podrywacza, któremu bozia nie poskąpiła urody. Jednak podczas podróży okazuje się być miłym i kulturalnym mężczyzną. Na skutek zdradzieckiego działania Johnny Walkera para spędza upojną noc w swoim towarzystwie. Marylka zakochuje się! Nie wie jednak, że mężczyzna nie do końca jest z nią szczery, a strzała miłości, jaka wydawać by się mogło szczęśliwie połączy parę, nie była własnością Amora, lecz podstępną intrygą.  Po powrocie do domu Marcel jedzie na kilkutygodniowe szkolenie do Madrytu, nie informując o tym fakcie Marylki. Dziewczyna pozostaje sama z nawałem pracy na głowie i upierdliwym, a zarazem najważniejszym klientem agencji Tadeuszem Gawłowiczem, dla znajomych zwanym Krzyśkiem. Jakby tego było mało, opiekuje się też bratankiem, który w przerwie, kiedy to przypala garnki lub topi się w wannie, przeżywa swoją pierwszą młodzieńczą miłość. 

Marylka otrzymuje niespodziewanie zaproszenie na służbowy wyjazd do Szwajcarii. Ku zaskoczeniu dowiaduje się, że ma tam spędzić kilka dni w towarzystwie wspomnianego już upierdliwego klienta Krzyśka. Nie wie jednak, iż od dłuższego czasu wpadła w oko biznesmenowi, który o zgrozo jest niezwykle atrakcyjnym mężczyzną, a prawa natury nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa. Tylko tyle i aż tyle, a przecież jeszcze nie wspomniałam o najważniejszym, tzn. zbliżającej się zagładzie przepowiedzianej przez Majów.

Czy faktycznie będzie koniec? Czy może początek! Początek nowego życia. Tylko, z którym mężczyzną? A może pojawi się trzeci? Oj, tego nie zdradzę. Zachęcę za to was do przeczytania książki, bo naprawdę warto. Już sama okładka ma bardzo apetyczny wygląd i założę się, że będzie sporo osób, które nie przejdą obok niej obojętnie.
Kiedy zaczynałam czytać książkę, odkrywając, że główna bohaterka pracuje w agencji reklamowej pomyślałam sobie: rety, czy już nie ma innych atrakcyjnych zawodów dla kobiet w kobiecej literaturze? Czy pisarze nie mogą wybrać innego tematu jak pracoholiczki lub odwrotnie, rzucające właśnie pracę i wyjeżdżające na wieś, by odkryć siebie. Postanowiłam jednak dać szansę pisarce i grzecznie czytałam dalej. Założę się, że sporo osób zamykając ostatnią stronę książki stwierdzi coś w stylu: eee, wiedziałam/łem, że tak to się skończy! Ale!!! Na pewno te same osoby nie ominie pewna refleksja na temat ludzkich zachowań, ocena charakteru i ich tchórzostwo lub odwaga sprawią, że powiemy krótko: fajna książka! 


 „Koniec świata” Izabelli Frączyk to lekka i niezwykle wciągająca powieść w szczególności dla Pań. Ma bardzo ciekawy klimat, jest idealna do poczytania przy kawusi. Polecam gorąco. Kolejna powieść autorki „Jak u siebie” ukaże się już jesienią 2014 i na pewno ją kupię.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Prószyński i S-ka

niedziela, 30 marca 2014

Aneta Jadowska "Wszystko zostaje w rodzinie"

             Dla osób, które miały okazję poznać Dorę Wilk, zapewne będzie to wyczekiwany powrót do przygody. Jeśli jednak tak jak ja po raz pierwszy siądziecie do tej powieści fantasy, gwarantuję wam, że będzie to wyjątkowo miłe spędzenie wolnego czasu.

            Tym razem, Dora zostaje poproszona przez Gajusza o wyjaśnienie zagadki tajemniczego dogasania wampirów w jego gnieździe. Krótko po przyjeździe do Trumny napada na nią sześć zamaskowanych wilczyc. Wiedźmie ledwo udaje się ujść z życiem. W ostatniej chwili ratuje ją jej syn Joachim. Niestety trzykrotny dar życia od wampira niesie za sobą nieoczekiwane dla wiedźmy konsekwencje, z podtekstem erotyczny. Dorze, podczas ataku udało się rozpoznać po zapachu, iż są to suki z jej stada. Wilczyce napadły na swoją Alfę. Od tej pory wiedźma ma do rozpracowania dwie zagadki.
            
           Po niefortunnym ataku, diabeł Miron w obawie, że jeśli kiedyś przydarzy się Dorze kolejny taki wypadek, a to, że się przydarzy miał stu procentową pewność, i że pewnie kolejnego nie przeżyje, a on przez to straci swoją ukochaną i będzie cierpieć, postanawia opuścić na jakiś czas Dorę by przemyśleć sobie kilka spraw. Wiedźma, cierpi przez to katusze, pozostając tylko pod opieką swojego anioła Joshui. Nieobecność kochanka szybko postanawia wykorzystać Baal.

            Dorze udaje się rozgryźć zagadkę, kto stoi za sprawą dogasania wampirów. Niestety, winnego nie może unicestwić gdyż naraziłaby się konklawe. Cóż, zatem? Pozostaje wymyślić chytry i wyrafinowany plan dyskretnej zemsty.

            Uszczypliwe dialogi, jakimi posługują się bohaterowie często bawią do łez. Historia choć fikcyjna, wydaje się być bardzo realna i prawdziwa. Jestem zachwycona twórczością Anety Jadowskiej. Autorka, ma lekkie i ciekawe pióro. Choć nie czytałam pierwszych trzech części serii, doskonale odnalazłam się we wszystkich koligacjach głównych bohaterów. Powieść posiada wiele ciekawych, jak na fantasy przystało scen. Już samo wyobrażenie sobie ich jest bardzo apetyczna. Jeśli kiedyś znajdzie się reżyser filmowy, który odważy się nakręcić film na motywach powieści Jadowskiej, statystyki kinowe przypuszczam, że będą lepsze niż podczas Sagi Zmierzch. Sceny, gdy Dora regeneruje swoje siły na plaży lub gdy wyczarowuje iluzję w postaci motyli i róż w kryjówkach wampira Albina byłyby genialne w formacie 3D. Wiele emocji przekazuje też scena, kiedy to Dora staje oko w oko z damskim bokserem, sama miałam ochotę przyłożyć facetowi z pięści.

            Zachęcam was do przeczytania „Wszystko zostaje w rodzinie” naprawdę warto. Myślę, że w szczególności panie będą szczerze usatysfakcjonowane z lektury. Książka ma sporo wątków erotycznych, ale bez obawy, wszystko w rozsądnych dawkach. Polecam

            „Naszą Dorę można kochać lub nienawidzić, taka już jest, ale tylko głupiec nie widzi, że dla przyjaciół dałaby się pokroić. Ten szczeniak wie, że zaliczyła go do tej grupy, więc i on dałby się dla niej pokroić. Właściwie, dał się pokroić. Ona nic nie robi, dlatego, że musi, i nikt nigdy nie znalazł sposobu, by ją do czegokolwiek zmusić, wierz mi, próbowaliśmy nie raz. I jeśli teraz wam pomaga, to nie, dlatego, że to rozsądne, bo oboje wiemy, że nie jest. Dla jej dobra powinna trzymać się od was z daleka, ale jeśli trafiliście do jej strefy lojalności, nie będzie myślała o sobie i pójdzie za wami w ogień. Taka już jest. I lepiej dla was, byście zasłużyli sobie na taką przyjaźń, wilku, i by nie spotkała jej krzywda, bo nasza dziewczynka ma wielu oddanych przyjaciół, którzy wam tego nie zapomną.”[1]



[1] Str. 274 Aneta Jadowska, Wszystko zostaje w rodzinie, Fabryka Słów, Lublin 2014

czwartek, 27 marca 2014

Kaja Platowska „O tym się nie mówi”

Pewnie nie jeden z nas chciałby stać się niewidzialny i choć na chwilę zajrzeć za zamknięte drzwi szpitala psychiatrycznego. Zobaczyć cóż się tam dzieje, kto tam trafia i dlaczego, czy pacjenci są w stanie być uleczeni lub czy w ogóle da się ich zrozumieć. Z drugiej strony jest wiele osób, które na samo słowo psychiatra wycofują się ze strachu do bezpiecznej strefy by czasem nie zostać posądzonym, że jest się świrem.

         W powieści „O tym się nie mówi” poznajemy dwie kobiety: Izabelę i Hannę. Panie są pacjentkami na oddziale psychiatrycznym.

         Izabela. W jej małżeństwie od dawna się nie układało. Notorycznie zdradzana i bita przez własnego męża. Zaniedbuje własną firmę doprowadzając biuro nieruchomości do granic bankructwa. Sięga po kieliszek, potem kolejny i następny. Nim się zorientowała, co się dzieje była już zaawansowaną alkoholiczką. Na terapię do szpitala niestety trafia po raz kolejny.

         Współlokatorką Izy w sali szpitalnej zostaje Hanna. Hania ma trzydzieści dziewięć lat, jest samotna, na co dzień mieszka ze starszą ciotką. Była biegłym tłumaczem książek z języka norweskiego na polski. Czuje nieustanny przymus powtarzania wszelakich czynności po pięć razy oraz liczenia różnych rzeczy. Żyje w sterylnej czystości. Całkowicie izoluje się od świata, niestety nie potrafi się odizolować od samej siebie, a to właśnie ze sobą jest jej najtrudniej wytrzymać.

         Dwie kobiety, tak różne, tak inne. Nie przypuszczają, że już wkrótce staną się sobie takie bliskie. Odkrywają, że choć prowadziły zupełnie inny tryb życia, obie odczuwają jednakowo samotność w tłumie. Mają ten sam życiowy cel. Urzekające jest też zachowanie niektórych lekarzy i personelu oddziału.

         Pisarka Kaja Platowska, laureatka Ogólnopolskiego Kongresu Literackiego „Odmienny świat?”, Autorka powieści „Po prostu mnie przytul”, teraz obdarowuje nas wyjątkową powieścią „O tym się nie mów”. Moi drodzy, złammy zasadę tabu i zacznijmy o tym mówić głośno. Autorka ma lekkie i przyjemne pióro. Czyta się ją jednym tchem. Poznajemy zamknięty świat i z zadziwieniem stwierdzamy, że wcale nie jest taki straszny. Sięgając po tę książkę byłam ciekawa krótkiego opisu na temat Hanny i jej fobii, zastanawiało mnie jak poradzi ona sobie z własną chorobą. Nie przypuszczałam jednak, że książka aż tak bardzo mnie zaciekawi, nie przypuszczałam również, że przyjdzie mi się podczas czytania śmiać na głos z kilku dość komicznych sytuacji. Cóż jeszcze mogę dodać, książkę naprawdę warto, a nawet trzeba przeczytać. Polecam!


czwartek, 20 marca 2014

"Uroczysko" Magdalena Kordel

Wstyd się przyznać, ale tę książkę kupiłam cztery lata temu. I co w tym strasznego? Otóż to, że przez te cztery długie lata nie wiem, dlaczego, nie znalazłam czasu by ją przeczytać. Ale obciach. Mam niestety w domu jeszcze kilka takich nietkniętych książek. Może teraz nadrobię trochę zaległości.

Uroczysko jest po prostu urocze! Poznajemy w nim Maję, która mąż łaskawie postanowił zawiadomić, że ma inną kobietę i odchodzi. Pozostawia ją z nastoletnią córką Marysią. Jednak mężczyźnie określenie „rozstanie z klasą” jest zdecydowanie obce. Krótko po wyprowadzce męża Maja dowiaduje się, że bez jej wiedzy Igor zaciągnął kredyt hipoteczny na złoty interes, który się niestety nie powiódł i teraz komornik właśnie zajął jej dom, z którego w trybie natychmiastowym musi się wyprowadzić.

Aby całkowicie odciąć się od starego życia Maja wraz z córką przeprowadza się w Sudety. Tam znajduje nowa pracę, jako nauczycielka, jednocześnie z domu, który obecnie zamieszkuje postanawia utworzyć pensjonat. Nowi faceci w je życiu też się pojawiają, ale nie jest to jakaś landrynkowa miłość. No i dobrze, nadmiar happy endu nie byłby mile widziany.

Magdalena Kordel skomponowała świetne dialogi, choć czasem wydają się one mało inteligentne to jednak bawią do łez. Do jednej rzeczy mogłabym się przyczepić, a mianowicie wszystkich scen z krową Kasandrą, gdyż jak dla mnie jest to nierealny pomysł, a już fakt, że badający weterynarz nie wyczuł cielaka to już parodia, jak i poprzedni właściciele, którzy rzekomo nie wiedzieli, dlaczego krowa przestała mleko dawać, ale postanowiłam machnąć na to ręką, bo można o tym zapomnieć czytając całą resztę, w końcu nie każdy musi się znać na krowach.


Jeśli lubicie się śmiać, przeczytajcie „Uroczysko”, ale nie odkładajcie tego tak jak ja na cztery lata.

poniedziałek, 17 marca 2014

"Malownicze. Wymarzony dom" Magdalena Kordel

Madeleine, właśnie zakończyła dwuletni, nieudany, „nowoczesny” związek z Grzegorzem. Mężczyzna jednak nie przyjmuje tego do świadomości. By uniknąć spotkanie z eks, Magda ucieka przez okno w piwnicy do swojej przyjaciółki. Tam na skutek zdradzieckiego działania nadmiernej ilości alkoholu, niespodziewanie staje się właścicielką opuszczonego domu gdzieś u podnóża Sudetów. Dziewczyna postanawia pojechać na kilka dni do Malowniczego w celu obejrzenia pochopnie nabytej nieruchomości.

Julia, świeżo upieczona maturzystka, ma już dość dziwnego zachowania ojca. Pod jego nieobecność znajduje w domu list, jaki pisała jej zmarła matka. Treść wskazuje, iż ojciec ma jakieś niedokończone sprawy z przeszłości. W biurku znajduje stare zdjęcie młodej dziewczyny, a na rewersie fotografii adres. Julka postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i rozwiązać rodzinną tajemnicę związaną z osobą na zdjęciu. Dotarłszy na miejsce, niestety zastaje pusty dom. Dziewczyna nie rezygnuje jednak łatwo, zamierza zaczekać na powrót tajemniczej kobiety. Sąsiadka oferuje jej nocleg

Tak oto Madeleine pozyskuje pierwszego (z wielu) lokatora do swojego nowo zakupionego domu. Dom już na dzień dobry pozytywnie ją zaskakuje. Po opanowaniu pierwszych trudności takich jak brak elektryczności, czy bieżącej wody, zaczyna zachwycać nowa właścicielkę. Magda, postanawia go trochę doprowadzić do użyteczności i umeblować. Niestety ekipa remontowa nie należy do tych, którzy słuchają zleceniodawcy, niespodziewanie dostaje się jej też w pakiecie dekoratorka wnętrz, która nie znosi sprzeciwu, ksiądz, który nie zamierza jej nawracać, dwójka dzieci, których ktoś zapomniał kochać, kot od czarownicy, właśni rodzice obarczają ją opieką nad zbuntowana młodszą siostrą, a na deser nietuzinkowy adorator w postaci pana Miecie i jego żona hetera.

„Malownicze. Wymarzony dom” to ciekawa opowieść o spełnianiu marzeń, bezwarunkowej miłości, o rodzinie, w której nie ważny jest rodowód plemników. Nie jest to jakaś landrynkowa opowieść, lecz historia godna uwagi. Wśród licznych bohaterów, jacy pojawiają się w powieści Magdaleny Kordel, nie ma takiego, którego nie dałoby się nie lubić. Za ich pośrednictwem autorka porusza wiele ważnych tematów zmuszających do refleksji. Idealna książka na chwilę zapomnienia. Zachęcam do przeczytania i już nie mogę się doczekać kontynuacji Malowniczego, która ma się ukazać w lipcu.


niedziela, 16 marca 2014

"Brudny świat" Agnieszka Lingas - Łoniewska


W ostatnim czasie miałam okazje przeczytać sporo książek, jednak nie każdą doczytaną do końca chciałabym się tu chwalić na blogu. Pomyślałam, że niech to będzie miejsce małego hołdu dla autorów. Zamieszczam tylko to, co było godne uwagi, ciekawe, warte ponownego przeczytania. Pozostałe próby pisarskie, które przeczytałam, a mimo to nie wspominam o nich, niechaj zostaną przemilczane bądź zapomniane.

O książce, o której chciałam dziś napisać raczej nie da się zapomnieć. To jedna z tych, które są skomponowane w ten magnetyczny sposób, że choć podzielona jest teoretycznie ma coś w stylu rozdziałów, dzięki którym chwilowo można by przerwać czytanie na wykonanie kilku przyziemnych rzeczy, to jednak nie jesteśmy w stanie tego zrobić, gdyż niepohamowana ciekawość daję górę i niczym narkotyk tkwimy w niej aż do samego końca. Do końca, który jak się okazuje jest dla czytelnika prawdziwą sercową torturą.

On, Boski Tommy Cordell, gwiazda rockowa, wokalista zespołu Semtex, rozrywkowy chłoptaś, balangujący, co wieczór z przypadkowymi dziewczynami, na suto zakrapianych imprezach.

Ona, Kathrina Russell, autorka tekstów piosenek, współpracująca z zespołem Semtex, spokojna, trochę nieśmiała, wiodąca ustabilizowane, spokojne życie.

Dwa różne światy, niczym dwa przeciwległe bieguny, zupełnie do siebie niepasujący, ale jak to z przeciwieństwami bywa lubią się przyciągać. Coś jednak mają wspólnego, demony z przeszłości, które zawsze dopomną się o swoje.

Książka nie jest przewidywalna. Zaskakuje, pochłania czytelnika bez reszty, tak, że zatraca się w rzeczywistości. Kiedy analizuję emocje, jakie mi towarzyszą tuż po przeczytaniu książki, to czasem cieszę się, że powieści Agnieszki Lingas – Łoniewskiej mimo wszystko ukazują się z kilkutygodniowymi przerwami. Obawiam się, że jeśli przerzuciłam bym się tylko i wyłącznie na czytanie tego, co oferuje autorka, musiałabym zawczasu zarezerwować sobie wizytę u kardiologa. 

Kupując „Brudny świat” nie zapomnijcie kupić kartonu chusteczek higienicznych, oj przydadzą się na pewno.

Polecam z (jeszcze zdrowym) sercem.


niedziela, 9 marca 2014

Mariusz Garlicki "Uzdrowiciel"

Kiedy umiera bliski nam człowiek, pogrążeni w bólu zaczynamy myśleć czy jest coś oprócz życia ziemskiego. Czy niebo i piekło naprawdę istnieją. A co jeśli oprócz tego, co na ziemi, nie ma już nic?!
Sięgając po „Uzdrowiciela” pomyślałam sobie, że to pewnie będzie jakaś powieść o fanatyku specjalizującym się w niekonwencjonalnej medycynie. Już sama okładka nadawała lekko hipnotyzującego charakteru. Po przeczytaniu wstępu stwierdziłam: oho, może być ciekawie.

Główny bohater Mariusz jest właśnie w klasie maturalnej. Zdecydowanie różni się od swoich rówieśników. Spokojny, zamyślony, nie śpieszy się, jeśli nie widzi ku temu powodów, gdyby jednak musiał stanąć do bójki, nie zawahałby się użyć pięści w odpowiedni sposób. Niestety, chłopak boryka się z dużą wadą wzroku. Teoretycznie jest ona operacyjnie do wyleczenia, ale wiąże się to z wysokim ryzykiem. Niespodziewanie Mariusz dostaje adres od kolegi do uzdrowiciela. Chłopak nie daje wiary zapewnieniom kumpla, że ktokolwiek może mu jeszcze pomóc. W drodze powrotnej do domu na skutek zbiegu okoliczności, nasz maturzysta trafia niespodziewanie pod wskazany adres. Dom, w którym ponoć mieszka uzdrowiciel na pierwszy rzut oka wygląda na opuszczoną ruderę. Kiedy jednak Mariusz postanawia się wycofać, tuż przed drzwiami, pojawia się uzdrowiciel – Christian. Wada wzroku zostaje szybko wyleczona.
Możecie się śmiać, ale już w tym momencie z racji tego, że sama noszę okulary, zaczęłam poszukiwać tajemniczego punktu na głowie, gdzie należało trzymać ręce w celu kuracji.
Christian za swoją pracę nie chciał pieniędzy. Mariusz pełen euforii chciał, aby uzdrowiciel pomógł też innym ludziom, na co szaman nie chciał się zgodzić. Mężczyźni w drodze rozejmu postanowili zawrzeć zakład:
„- Ty zastosujesz się do pewnej zasady, a ja zacznę uzdrawiać. Jeśli choć raz nie zastosujesz się do tej reguły, to zostaję tutaj i żyję sobie w spokoju. Czas, jaki masz wytrzymać…- zamyślił się - powiedzmy tydzień.
- Dobra, jaka to zasada?
- Jeśli ktoś uderzy cię w prawy policzek, nadstaw mu lewy. Czyli nie wolno ci się z nikim bić, jak cię ktoś zaczepi, masz ustąpić. A jeśli ktoś zaczepi kogoś, kogo musisz bronić, to wolno ci, ale tak, żeby nie uderzyć przeciwnika.”[1]
Nietrudno się domyślić, że akurat w ten konkretny tydzień Mariuszowi będą się przydarzały niespodziewane sytuacje, które bardzo utrudnią mu wygranie zakładu. Choć chłopakowi nie jest łatwo, udaje się mu wytrwać w przysiędze. Christian zaczyna uzdrawiać.
Zagłębiając się w treść książki w połowie zaczynasz podejrzewać, iż pierwowzór takiego uzdrowiciela już istniał w naszej bardzo odległej przeszłości, czyżby to był klon tego człowieka?! Czy to jest faktycznie klon czy może zwykły naśladowca? Ciekawi cię, czy historia znów powtórzy to, co było i czy tym razem znów będzie miała smutny koniec? Nie chcę tutaj wprost powiedzieć, kogo mam na myśli, by nie zepsuć wam wyjątkowej przygody, gdy sięgniecie po tę lekturę. Zrozumiecie też, dlaczego uzdrowiciel nie brał pieniędzy za to, co czynił.
Mariusz Garlicki świetnie wplątał faktyczne zjawiska, jakie zdarzyły się w 2013 roku do swojej powieści. Sprawia to, że książka staje się niezwykle realna. Wydawnictwo Novae Res określiło ją jako powieść dla młodzieży. Uważam, że z czystym sumieniem mogą sięgnąć po nią wszyscy. Pochłania się ją z niebywałą pasją. Książka jest tak dobra, że czytając ostatnią stronę, znów wracasz do wstępu. Czytasz go ponownie i czujesz, że nabiera on zupełnie innego dźwięku. Chcesz czytać znów od nowa całą powieść. Jeśli jesteś fanem „Kodu Leonarda da Vinci” to zdecydowanie powinieneś przeczytać „Uzdrowiciela”. Polecam!
           




[1] str. 37, Mariusz Garliczki, Uzdrowiciel, Novae Res, Gdynia 2014