Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Papierowy świat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Papierowy świat. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 grudnia 2011

haft matematyczny, wzór "choinka"

Tak sobie pomyślałam, że skoro termin nadsyłania prac w konkursie na kartkę już minął to może udostępnię mój wzorek na choineczkę haftem matematycznym. Inspiracją do wykonania był dla mnie pewien rysunek znaleziony w necie i choc tam wszystkich zawijasów i wygibasów było więcej to jednak udało mi się to przerobić na haft matematyczny. Na schemacie zaznaczyłam też dla ułatwienia jak poprowadzić nitki (to te czerwone kreseczki). Wyszywając cokolwiek takim haftem staram się aby od pierwszego wkłucia do kolejnego odliczyć parzystą liczbę dziurek, wtedy człowiekowi łatwiej jest się odnaleźć z lewej strony haftu. Dziurki przeznaczone na gwiazdki też specjalnie zaznaczyłam aby się nie myliło. Powodzenia i miłego wyszywania.

niedziela, 27 listopada 2011

Kurs łopatologii

Moja kochana mama twierdziła kiedyś, że nie lubi uczyć swoich córek jak coś zrobić. Chodziło to głównie o prace w gospodarstwie domowym. Nie miała zanadto cierpliwości na żmudne tłumaczenie co i jak. Zachowanie to się w późniejszym czasie na niej zemściło gdyż wszystko musiała robić sama. Kiedyś wpadła dla odmiany na szatański plan, a było to zaraz po kupnie nowej pralki do prania typu automat. Automat to nie Frania, trochę komplikacji posiada. Mama pomyślała sobie wtedy, że jak celowo nie nauczy się obsługi tego sprzętu to prać będą musiały córki. Córki kumate, szybko sprzęt opanowały i ów czynności piorące z musu i czasem chęci wykonywały. Niestety los przewrotny jest i znów mamie psikusa zrobił. Córki z gniazda wyfrunęły, a nieszczęsny automat i góra prania pozostała. Podczas jednej z moich wizyt u mamy szybko jej obsługę łopatologicznie wytłumaczyłam i ku mojemu zaskoczeniu mama szybko wszystko skumała. Wniosek, na naukę nigdy nie jest za późno... albo, całkiem dobrze umiem tłumaczyć jeśli chodzi o łopatologię.
Od paru dni chodzi mi po głowie pewien pomysł, bo słyszę dosyć często od ludzi jaka to zdolna jestem, ile umiem, choć ja sama za aż taką zdolną się nie czuję, może po prostu jestem zbyt wymagająca jeśli chodzi o własną osobę. Pomysł polega na tym aby przekazać trochę tej mojej wiedzy innym, ci co jeszcze nie umieją, a chcieli by.
Chciałabym dać też trochę siebie innym.
Zanim wezmę na warsztat obcych ludzi postanowiłam popracować z tymi których mam pod ręką, a nie są to wbrew pozorom łatwi ludzie. Ludź pierwszy to mój syn Maciek, ludź drugi to córka Ola. Lat 12 i 10. Dzieciaki zdolne, ale zmanipulowane przez komputer. Kumate, ale pędziwiatry owsikami nafaszerowane co to za wiele w jednym miejscu nie posiedzą. Ola szczególnie gdy napotyka pierwszą trudność zaraz się poddaje i szuka naiwnego co problem za nią rozwiąże. Zrobi oczyska niczym słynna scena kota ze Shreka 2, walnie "mama zrób" i mama robi. Nie ma tak, od dziś "mama nie robi" od dziś "dziecko, próbuj sama"
Dziś mama znalazła w sieci konkurs na "kartkę świąteczną". Posadziła mama dziecię jedno przy jednym kolanie, drugie przy drugim (choć dzieci znajdowały się w dwóch różnych pokojach, ale spoko dałam rade, nogi mam długie) i tłumaczę, powoli by zrozumiałe było, a w sercu cholera mnie bierze jak tą robotę widzę, bo ja bym to już 100 razy zrobiła, ale co tam, cierpliwie czekam, pokazuje, poprawiam błędy. Uff, koniec, pięknie dzieci zrobiły i co najważniejsze zrozumiały.
Przy okazji fot kilka kliknęłam.
Ola przy pracy


i gotowa kartka świąteczna Olki - haft matematyczny



Maciek przy pracy

gotowa praca Maćka - quilling



Skoro udało mi się okiełznać twórczo moje dzieci, to myślę, że z obcymi dałabym sobie też radę, w każdym bądź razie zapisy na łopatologię otwarte: :)

Pędziwiatr ze mnie straszny i nie mam się co dzieciom dziwić, że same na miejscach niewiele posiedzą. Wybrałam się z synem w tym tygodniu na zakupy, po drodze zgarnęliśmy znajomą do towarzystwa. Znajoma choć wiosen ma już kilkadziesiąt to wyglądem maratończyka przypomina. Pół drogi w duchu sobie przeklinałam że akurat takie buty miałam kaprys założyć. Szpileczki to nie jest mądry pomysł na długie wędrówki. Czas na zakupy miałam ograniczony, więc przeklinań nie było końca na temat: ile to bym szybciej doszła tam czy siam w innych butach. Za to znajoma pod rękę mnie co rusz łapała co bym zdeko wolniej szła bo nie nadążała, a w myślach kombinowała co tu zrobić żeby mnie przystopować trochę. Co sobie Maciek myślał wolę ja nie myśleć, choć wiem, że do mojego galopu jest przyzwyczajony.
W każdym bądź razie wędrówkę moją postanowiłam troszkę uwiecznić ołówkiem. Marzę o tym aby kiedyś wrócić do rysowania, a bez treningu to nie będzie realne.

niedziela, 4 kwietnia 2010

Kudłaty merynos

Twórczo niewiele się ostatnio udzielam, właściwie robię tylko to co muszę. Musiałam zrobić baranka z masła no to zrobiłam. Ot taki sobie kudłaty merynos z podbitymi oczami bo nie było w domu ziarenek pieprzu i trzeba było włożyć to co się akurat nawinęło czyli ziarenka ziela angielskiego.

Drugą rzeczą którą musiałam zrobić to zaproszenia na komunię dla córki. Musiałam nie musiałam, no dobrze, niech będzie że chciałam. Za scrapbooking powiedziałam, że nigdy brała się nie będę gdyż dla mnie to zwykłe marnowanie zdjęć tnąc je na dziwaczne kształty, dlatego do wykonania zaproszeń nie kupowałam żadnych materiałów ani papierów scrapopodobnych. Zaproszenia zrobiłam z tego co akurat mi do rąk wpadło.

Ponieważ zdarza mi się przeglądać czasem moje własne stare posty pomyślałam że dziś opiszę coś co chciałabym zapamiętać bo nieźle mnie rozbawiło i żebym śmiała się gdy będę go czytać tak samo jak dziś.
Dzieci to wielka radość w życiu, czasem w niespodziewanych momentach potrafią palnąć coś zabawnego. Tak było i dziś. Siedzę z Maćkiem (lat 10 i pół) przy stole i nagle syn stwierdza:
- tego lata muszę uważać żeby się nie opalić - trochę mnie to zdziwiło, bo w końcu do lata jeszcze daleko, nie mogłam sobie przypomnieć żeby kiedykolwiek był za bardzo opalony, z reguły ma zawsze na sobie jakąś koszulkę, dlatego podjęłam zaczęty przez syna temat i pytam z kąt to stwierdzenie
- bo już raz się opaliłem - cóż, nadal mi to nic nie mówi
- no i?
- no bo człowiek ma 10 warstw skóry, raz się już opaliłem tak że mi skóra zeszła to zostało mi 9 warstw .... śmiać się czy płakać?? Przypomniał mi się niedawno nadawany odcinek "Na dobre i na złe" kiedy to chłopiec zranił nożem swoją babcie twierdząc że zostało jej jeszcze 6 żyć, tak jak w jego ulubionej grze komputerowej.

piątek, 12 marca 2010

Papierkowo mi

Troszkę sobie ostatnio podłubałam też w papierkach. Zrobiłam zaproszenia na chrzest Michasia. Nie jest to nic rewelacyjnego, skromne bo skromne, ale jak dla mnie może być. Papier jest taki fajny ze srebrnym połyskiem, niestety na zdjęciu tego nie widać :(

wtorek, 8 grudnia 2009

Fresk

Ostatnie 2 tygodnie minęły mi pod znakiem: remont. Postanowiłam zbudować wielką szafę suwaną w pokoju u dzieciaków. Fajnie się mówi "postanowiłam zbudować" tak naprawdę większą część ciężkiej roboty wykonał mój kochany małż, pod okiem równie kochanego i zdolnego człowieka, który powiedział nam co i jak zrobić oraz wykonał obliczenia. Ja byłam ostatecznie tylko od podawania narzędzi. Dziś jednak nie nad szafą chciałam się tu rozwodzić, a o tym co było potem. Potem postanowiłam, że pokój jednak trzeba pomalować. Wymyśliłam sobie takie freski. Mają kształt fali która mimo przerywających drzwi i okna współgra ze sobą. Malowałam tak jak mi akurat pasowało, nie używałam żadnego szablonu.




wtorek, 17 listopada 2009

Rakieta

Jedzie Czerwony Kapturek rowerkiem przez las, nagle rowerek jej się psuje, Czerwony Kapturek zaczyna płakać. Widzi to wilk
- Co się stało Czerwony Kapturku?
- Popsuł mi się rowerek
- Nie martw się, naprawimy go, a przez ten czas zaopiekują tu się tobą zajączki.
Czerwony Kapturek spędził resztę dnia na zabawie z zajączkami, po pięknie przespanej nocy w lesie, wstaje rano, a rowerek naprawiony już czekał. Dziewczynka wsiadła i popędziła do babci. Wchodzi do chatki, babcia leży w łóżku, podchodzi do niej i zdziwiona pyta:
- Babciu, babciu a dlaczego masz takie wielkie oczy?
- Bo całą noc spawałam jakiś pierd....y rowerek!!!

**********
Dobra, trochę humoru na początek, a tak do rzeczy. Córcia poprosiła mnie o pomoc przy tworzeniu rakiety do szkoły. Co prawda początkowy pomysł był inny bo rakieta miała latać, na wzór podpatrzonego pomysłu na Spryciarze.pl ale niestety, korki od wina jakie posiadałam w domu były zbyt małe do butelki jaką miałyśmy. Niestety rakieta nie lata, ale mam nadzieje jest efektowna. Spędziłyśmy nad jej robieniem z Olą przeszło 3 godziny. Może i mogłaby być bardziej ozdobna, ale ja już byłam zmęczona, a co powiedzieć o mojej córce.
Rakieta ma 70cm wysokości



Co prawda nie Apollo, ale Aleksandra też ładnie brzmi.



Ma nawet prawdziwe szybki w oknach

środa, 17 czerwca 2009

Książki z życzeniami
















Oj dawno ich nie robiłam, tym większe było zdziwienie gdy pewnego dnia zadzwoniła do mnie zupełnie obca mi osoba i poprosiła o wykonanie 3 książek. Okazało się że znajoma znajomej coś tam powiedziała i tak pocztą pantoflową ów owa osoba do mnie trafiła. Fajnie było znów się pobawić książkami. Od wykonania pierwszej minęło już kilka lat, a i cała Polska umie już te książki robić dzięki małemu kursikowi internetowemu jaki kiedyś zrobiłam i umieściłam na forum. Był też na mojej stronie ale obecnie strona ta jest w rozsypce a ja może i trochę z lenistwa a może i trochę z braku nerwów na darmowe serwery które często mają liczne humory i nie zawsze robią to co my byśmy chcieli. Może kiedyś do tego wrócę.
Jedna książka miała być prezentem dla nowożeńców, pozostałe dwie sami nowożeńcy chcieli wręczyć je swoim rodzicom jako podziękowanie.