Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 sierpnia 2012

Moje pierwsze wachlarzyki

Długi czas tylko podziwiałam i marzyłam o takich. Pewnego dnia po prostu wstałam z łóżka i pomyślałam, a co mi tam szkodzi! Spróbuję!
Wyjęłam dawno zapomnianą maszynę do szycia z szafy, kilka zalegających tkanin też się znalazło. 3 dni dłubania tak z doskoku i oto wiszą. Czemu aż 3 dni? Ech no, z małymi dzieciakami w domu to nie wiele można robić, do tego jeszcze te upały! Masakra. Wachlarzyki stworzyłam na próbę, bez tych wszystkich rurkowych usztywniaczy. W sumie, nie najgorzej. A wiecie co jeszcze jest fajniejsze w tym wszystkim? To że są na tym świecie tacy co nadal o takich wachlarzach jeszcze marzą, a ja już je mam :D


czwartek, 12 kwietnia 2012

Spódniczka z przebojami

O czym to ja miałam chęć dziś napisać? Oj, na pewno nie o frywolitkach. 
Jeszcze w starym roku wymyśliłam sobie przednoworoczne postanowienie. Brzmiało ono tak, iż kupuję na zmianę z jedną taką Sierotką Burdę i z każdego numeru szyjemy, każda sobie osobno, coś do ubrania. Nie ma zmiłuj, każdy numer miał być zaliczony. Od listopada nie będę wyliczać ileż to magazynów tego pisma się ukazało, a tu ani żadnego nie kupiłam (nie wspominając o mojej Sierotce) ani nic nie uszyłam. Tak oto umarło moje Wyzwanie - umarło jeszcze przed narodzinami. Co nie znaczy, że o nim nie myślałam intensywnie... no dobra - czasami. 
Między tymi intensywnościami znalazłam stronę papavero. Przekopałam wszystkie wykroje, co ciekawsze zapisałam na dysku w celu uszycia. No i się zaczęło....
Szyć umiem (chyba), konstrukcji się uczyłam, w sumie mogła bym sama sobie taki szablonik machnąć, ale ... no wiecie, leniwa czasem jestem. Czy nie łatwiej i szybciej z gotowca skorzystać. Przy okazji czytając jeden z artykułów Papavero o starannym prasowaniu i dbaniu o to co się szyje i nie odkłada byle gdzie, postanowiłam się do rad zastosować. Po wykrojeniu już wszystkiego z materiału, przyszła kolej na flizelinę i prasowanie. Wszystkie części porozkładanie starannie na stole, a co, przecież się staram! Gdy to nagle słyszę dzwonek do drzwi. Masz ci los, nieproszeni goście nigdy nie wiedzą kiedy przyjść. Nie było mnie raptem 2 minuty i co widzę po powrocie? W najważniejszej, a za razem największej części z całej spódniczki, widzę wielką dziurę!!! Obok tego dzieła siedzi z nożyczkami Michaś. Na mój widok synek uśmiechnął się od ucha do ucha i mówi: ja! 
No fajnie. Było nie zostawiać nożyczek na stole!!!
Na szczęście nadmiar tkaniny jeszcze gdzieś leżał. 
Spódniczka fajna, ale... nie dla mnie :(
Jednak będę musiała przeprosić moje lenistwo i zrobić sobie taki szablon na jaki nie będę kaprysić. 
Temu szablonowi nic nie dolega, po prostu mi jest potrzebny ciut inny fason spódniczki, a nadmiar nie pociętego materiału przez Michasia jeszcze leży. 
Na papavero nie jednokrotnie jeszcze wrócę!!!


poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Alladynki

Alladynki to historia jakich wiele u mnie. Zaczyna się to przeważnie tak: siedzę na necie, wertuje różne strony, co ciekawsze podsyłam linki znajomym, gadam od rzeczy przez gg, nagle ni z gruszki ni z pietruszki trafiam na jakąś perełkę. W mig rozpracowuję jakby ją trzeba wykonać, to nic, że akurat w tym dniu miałam mega lenia, to nic, że mam zaczętych 150 innych robótek, nagle okazuje się, że przypadkiem mam z czego tą perełkę wykonać i ani kawa nie zdąży mi ostygnąć, dzieło już jest. Tak było i tym razem, nawet nie podejrzewałabym siebie, że kiedyś będę coś takiego mieć. Spodnie Alladynki. Prostota wykonania aż bawi do łez. Spodnie powstały szybciej niż jedna Baśka potrafiłaby kawę wypić czy papierosa wypalić. Niestety zdjęcia prezentuje koszmarne z powodu awarii aparatu i niestety trzeba było skorzystać z komórki która zdjęciami w pomieszczeniach nie zachwyca




wtorek, 2 listopada 2010

płaszczyk

Specjalnie na wesele na które robiłam butelkę (tą z przedostatniego postu) uszyłam sobie płaszczyk. To kolejna z tych rzeczy robiona "na gwałt". Powstał w 2 noce. Sam materiał przeleżał u mnie z rok, czekał, czekał aż się doczekał. Wylicytowałam go kiedyś na allegro za 12 zł chyba. Płaszczykowi niestety do dzisiejszego dnia brakuje paska. Miał być nie z materiału tylko jakiś taki ze sklepu z mega ozdobną klamrą. Niestety, fryzjer puścił mnie z torbami i w tym ciężkim szoku i mocno wylakierowanymi lokami wychodząc z pod grzebienia zapomniałam kompletnie o pasku i tak czeka sobie płaszcz... aż się doczeka. Wzorek no niestety poszłam na łatwiznę, posłużyłam się Burdą.

czwartek, 24 czerwca 2010

na szybko...

Robiąc małe porządki znalazłam materiały które postanowiłam przeistoczyć w coś praktycznego. Uszyłam dla Olki 2 sukienki. Obie są marszczone u góry. Sukienka z żorżety jest zwiewna i ma sznurowane ramiączka,



druga z bliżej nie określonego materiału ma szerokie ramiączka zapięte na guziki, dół sukni na kształt bombki.



Uszyłam też kapelusik na głowę. Wszystko się szybko i przyjemnie szyło.

środa, 8 lipca 2009

Nie należy się śmiać z dziwolągów

Sporo już różnych robótek wykonywałam, ale jakoś za haft krzyżykowy nigdy się nie wzięłam. Z racji tego, że listonosz z paczką w której miała być kanwa nie przychodził, odkopałam taki mały zestawik który dostałam kiedyś od koleżanki. Pomyślałam, że potrenuję trochę, niestety sporo nerwów mnie on kosztował. Zestaw miał za mało nici, trzeba było trochę pokombinować i pozmieniać sugerowane kolory. Kanwa była krzywo przycięta i wzór miał problem się zmieścić. Ponadto była bardzo ciasna, igła ledwo wchodziła. Z bólami, ale dotrwałam do końca. Wyszywanie zajęło mi aż tydzień. Proszę się nie śmiać bo to mój debiut w tej dziedzinie. Wyszperałam później kilka szmatek i powstała podusia. Niestety nie miałam konkretnego planu co i jak zrobię i efekt jest taki jaki jest, miało być inaczej, no cóż, następnym razem będę mądrzejsza.


Paczka z kanwą na planowane hafty przyszła po tygodniu, oj nie śpieszyło się naszej poczcie. Wycięłam odpowiedni kawałek, obrzuciłam overlockiem żeby mi się nie pruło podczas robótki, narysowałam wzór i biorę igłę. Masakra, kanwa okazała się być inna niż ta chińska, bardzo drobna z podwójnej nitki, a nie z poczwórnej. Krzyżyki mi nie wychodzą, pojęcia nie mam jak to wyszyć :(

środa, 17 czerwca 2009

Notatka w dzienniczku


2 tygodnie temu Ola przy śniadaniu pokazuje mi notatkę w dzienniczku: na czwartek przyjść do szkoły ubranym na galowo (występy w bibliotece)
No ładnie, a dziś jest środa, córuś, ale ty masz wszystko różowe, nie masz nic galowego. Zaczęłam przeklinać w myślach ten jej ulubiony różowy kolor. Kiedy już wróciło mi przyzwoite myślenie dotarło do mnie że to przecierz nie jest jej wina, tylko mało myślącej matki która nie zaopatrzyła córki w galowy strój który i tak zaraz jej będzie potrzebny bo koniec roku szkolnego kroczy wielkimi krokami.
Mus to mus, matka zasiadła szybko do maszyny i wieczorem sukienka była już gotowa. Co prawda nie lubię takich szybkich szyć bo mi to niezbyt staranie wychodzi wtedy ale potrzeba była wyższa niż moje chcesie. Przy dekolcie jest również biała lamówka ale fotografia nieco to ukrywa.