środa, 28 marca 2012

Pinkusie

Znowu u mnie nudą powiało, zastój się jakiś zrobił, ale już tłumaczę w czym rzecz. Był kiedyś taki jeden co śpiewał: wiosna przyszła nie wiem z kąt, co tu robić w taką noc... no właśnie, wiosna. Okres intensywnej pracy u nas w gospodarstwie. Wyścig z czasem i pogodą. Uda się nie uda, wyrobi się człowiek czy nie. W tym roku doszło nam trochę więcej pracy, gdyż spora część ozimin przestała istnieć za sprawą mrozów. Teraz trzeba więcej pola obskoczyć. Pracy full, sił ... oj mogłoby być więcej. 
Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło... mam nadzieje. 
Choć jestem styrana jak wół, to i tak znajduję późną nocą czas na moją ukochaną frywolitkę. 
Czas musiał się znaleźć, gdyż wpadło mi kilka zleceń na kolczyki, a okazji przepuścić nie chciałam. 
Oto jedne z wielu jakie powstały i jakie co dzień (mam nadzieję) prezentować będę. 

Różowe, to może nazwijmy je... Pinkusie!






Z pozostałych spraw, udało mi się wreszcie nadrobić zaległości. Rozesłałam dziś moje nieszczęsne Candy. Oj przegięłam z czasem, ale cóż, jakoś wiecznie poczta nie była mi po drodze. 
Za to mnie przyniósł dziś listonosz piękną niespodziankę... ale o tym może jutro. 


6 komentarzy:

  1. a co to są pinkusie bo nie wiem ,o pikusiu to słyszalam,swoją drogą to bardzo ladne te pinkusie ale dla Ciebie to pikus takie sliczne zrobić

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję wszystkim :)
    Basiu, a twój angielski do lasu poszedł?

    OdpowiedzUsuń