poniedziałek, 14 lipca 2014

Milena Wybraniec „Wchodzisz do gry”

       Trafiła do mnie książka, która już nie pierwszy rzut oka niesie z sobą wielką tajemnicę. Zazwyczaj wydawca stara się umieścić na okładce drobny zachęcający skrót tego, o czym powieść będzie, ale nie tym razem. Zaciekawił za to opisem samej autorki książki za sprawą, którego stajemy się niezwykle ciekawi cóż ktoś taki jak Milena Wybraniec mógł zaprezentować. Już widok samej okładki pobudza wyobraźnię, a to dopiero początek. Co dalej?

       Prolog. Naukowiec Jankowski podczas odwiertów na Ukrainie wpada na cenne znalezisko. Wkrótce po tym ginie wspólnik profesor Wiśniewski, który był odpowiedzialny za specjalistyczne ekspertyzy i jako jedyny posiadał drogocenne próbki.

            Wrocław. Lidia właśnie wraca samochodem do domu. W pewnym momencie zauważa, że na jezdnię wtacza się naga dziewczyna. Cudem udaje się jej wyhamować. Na ciele nieznajomej widać ślady brutalnego pobicia i prawdopodobnie gwałtu. Ostatkiem sił Daria prosi o pomoc oznajmiając tajemniczo: „Nie mogą mnie znaleźć… Ja już nie chcę w to grać”. Tuż obok zatrzymuje się terenowe auto, wysiada z niego mężczyzna oferujący pomoc w zawiezieniu dziewczyny na pogotowie gdzie udaję się cała trójka. Tomasz widząc zabrudzony krwią trencz Lidii pożycza jej własną marynarkę. Następnego dnia Lidia składa zeznania na posterunku policji. Funkcjonariuszka Anna nie ukrywa zaskoczenia, że zostali przyjęci w tym szpitalu, gdyż placówka nie posiada oddziału ratunkowego. Wkrótce potem ślad po Darii ginie. Lidia odnajduję za to Tomasza, chcąc oddać mu pożyczoną część garderoby. Tomasz Raczyński okazuje się być prezesem dużej firmy Odra-Trade. Szybko odkrywają, iż mają ze sobą wspólne zainteresowania. Tomasz proponuje wspólna kolację. Dziwny telefon krzyżuje im w trakcie plany. Przyjeżdżają pod elegancką willę gdzie Tomasz pozostawia Lidię na parkingu, a sam znika. Wkrótce potem ochroniarz nakazuje Lidii wejść do budynku, prośbę wykonuje niechętnie, nieświadoma tego, co za chwilę się wydarzy. Odurzona tajemniczym zastrzykiem budzi się kolejnego dnia. Film nakręcony telefonem komórkowym wprawia ją w osłupienie. Dowiaduje się, że nieświadomie wstąpiła do klubu, do którego nie można wejść ani wyjść tak sobie. Zaproszenie dostają tylko specjalnie osoby. Rozpoczyna się gra.

„to gra emocji, złudzeń i zwykłej ludzkiej zachłanności. Jeśli masz pieniądze, to grasz, ale jak ich nie masz… Naiwni idą zawsze na pierwszy ogień.”[1]

            Czym jest tajemnicze znalezisko na Ukrainie? Kto będzie potrafił odczytać zaszyfrowaną mapę? Kto zwabił Lidię do klubu? Kim naprawdę jest człowiek, który zaprosił Lidię do gry. Dlaczego to właśnie ona została do niej wciągnięta. Czym jest tajemnicza gra? Co może być cenniejszego od życia?

            Książka naszpikowana jest po brzegi wartką akcją, tajemnica goni tajemnicę, emocje nie pozwalają oderwać się ani na moment. Tę książkę musicie przeczytać. Pani Mileno, jak na grafomankę napisała Pani genialny thriller! Koniec zdecydowanie nie był do przewidzenia, choć przez moment będąc jeszcze w połowie lektury, marzyłam, by właśnie tak została ona uwieńczona. Dziękuje, że nie zabiła Pani tej nadziei. Czekam na kolejne Pani książki!



[1] Str. 275 Milena Wybraniec, Wchodzisz do gry, Gdańsk 2014

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Oficynka


środa, 25 czerwca 2014

Paulina Hendel „Zapomniana księga. Strażnik”

           „Zapomniana księga. Strażnik” to pierwsza część ze świetnie zapowiadającej się trylogii autorstwa Pauliny Hendel, a zarazem debiut literacki. Głównym bohaterem jest Hubert. Początkowo mamy okazję poznać go, jako siedemnastolatka, który przebywa na wycieczce szkolnej w Paryżu. Wraz z kolegą Ernestem udają się pod Luwr na spotkanie z pewną piękną paryżanką. Niespodziewana potężna eksplozja zmiata Luwr z powierzchni ziemi. Widok ten jest ostatnią rzeczą, jaką Hubert pamięta. Po przebudzeniu okazuje się, że z niewiadomych mu przyczyn znajduje się w zatęchłej piwnicy gdzieś w Polsce z nieznanym mu mężczyzną, przez którego zostaje uświadomiony, iż od napaści terrorystycznej na Luwr minęło już siedem lat. Siedem lat z kalendarza, których Hubert zupełnie nie pamięta. Po zdjęciu ubrania widzi na swoim ciele wiele zagojonych ran jak i jeden świeży opatrunek przesiąknięty krwią. Współlokator z piwnicy Jurek w wielkim skrócie opowiada mu o dziejącym się na świecie Armagedonie.

            Nikt nie miał pojęcia, co się dzieje, wszystko potoczyło się bardzo szybko. Korea Północna napadła na Stany Zjednoczone, jednego dnia odpalono kilkadziesiąt bomb. Krótko po tym ktoś detonował ładunki wybuchowe w większych miastach w Europie i Ameryce Południowej. Do sieci wpuszczono groźnego wirusa, za którego sprawą Internet przestał działać na całym świecie. Ludzie nie mogli się komunikować, poznikały pieniądze z kont. Wśród ludności rozprzestrzenił się niezwykle groźny szczep grypy powodując masowe zgony. Na koniec potężny impuls elektromagnetyczny – broń straszliwsza niż bomba atomowa, wywołując efekt domina w wielu krajach, wpłynął na uszkodzenie całej elektroniki na świecie. W jednej chwili przestało funkcjonować wszystko, co działało na prąd.

            Hubert postanawia wyruszyć do Poznania by odszukać swój dom rodzinny i zrozumieć, co mu się właściwie przydarzyło przez te siedem lat. Dlaczego nic nie pamięta. Chce także dowiedzieć się czy jego rodzice żyją. Rzeczywistość dookoła okazuję się bardzo brutalna, którą trudno zrozumieć, a pogodzić się nie sposób. W metalowym garażu, który jak na ironię okazał się być „klatką Faradaya” Hubert znajduje starego volkswagena Mk1 i nie musi już poruszać się pieszo. Tylko czy picie wina podczas jazdy za kółkiem jest dobrym pomysłem?

            Paulina Hendel zabiera czytelnika w ciekawą post apokaliptyczną przygodową podróż z elementami fantasy. Odkrywa ona wiele istotnych faktów, pokazuje uzależnienie człowieka od energii elektrycznej i kłopotów z przystosowaniem się do nowych realiów.

            „Musimy ocalić z cywilizacji wszystko to, co dobre, żeby nie oszaleć i nie zdziczeć w tym zwariowanym świecie. Każdy szczegół jest ważny by zachować człowieczeństwo”[1]

            Świetna książka na upalne wczasy pod gruszą. Myślę, że mojemu nastoletniemu synowi przypadnie ona również do gustu. Polecam, naprawdę warto przeczytać.



[1] Str. 100, Paulina Hendel, Zapomniana księga. Strażnik, Nasza Księgarnia, Warszawa 2014

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia


czwartek, 19 czerwca 2014

Izabela Żukowska „Teufel”

            Izabela Żukowska w książce „Teufel” przenosi czytelnika w upalny sierpień roku 1939 do Gdańska. Na molo w Glettkau, dzisiejsze Jelitkowo, zostaje znalezione przez dwójkę chłopców ciało martwej kobiety. Zwłoki pływały prawdopodobnie kilka dni w wodzie, przez co identyfikacja staje się utrudniona. Sprawę topielicy prowadzi komisarz Franz Thiedtke. Są to ostatnie dni pracy policjanta, gdyż za kilka dni zamierza on przejść na emeryturę. Na molo przybywa także asystentka policji Lotte Meier. Rozpoznaje ona medalion, jaki denatka ma na szyi, sugerując, iż jest on własnością jej byłej pracodawczyni Marianny Walewicz, zaznaczając, że nigdy się z ową biżuterią nie rozstawała. Walewicz z pochodzenia była Polką, wywodzącą się z zamożnej gdańskiej rodziny antykwariuszy. Jak się okazuje w późniejszym czasie znajomość Lotte z Marianną nie była tylko służbowa, kobiety łączyło coś jeszcze, co w świetle obecnych wydarzeń nie jest wygodne dla Lotte.

            Sekcja zwłok wykazuje, iż ofiara przed wpadnięciem do wody została brutalnie pobita i uduszona. Krótko po tym sprawa topielicy zostaje zabrana komisarzowi Thiedtke, przejmuje ją niespodziewanie Obersturmfϋhrer von Molke, który zdawać by się mogło nie przeczytał sekcji zwłok zbyt uważnie, twierdząc, iż zgon nastąpił przez utonięcie i zamyka sprawę.
            Lotte Meier odwiedzając dom swojej byłej pracodawczyni w celu złożenia kondolencji zauważa dość dziwne zachowanie służby. Zastanawiająca jest też nieobecność ojca Marianny, dla którego jedyna córka była oczkiem w głowie. Pełna obaw spotyka się z komisarzem Franzem Thiedtke i uczula na kilka istotnych faktów.

            Izabela Żukowska tworząc kryminał w stylu retro bardzo dokładnie opisuje tło historyczne, konflikt polsko – niemiecki o przynależności Wolnego Miasta Danzing (mowa o Gdańsku) dopieszczając wszystko dokładną topografią miasta, momentami aż zbyt dokładną, co zaczyna lekko męczyć czytelnika. Przejście ulicami głównej bohaterki Lotte, (bo jednak to ona pojawia się w książce najczęściej) z punktu A do punktu B zajmowało czasem i po cztery strony w książce. Opisywane są wówczas tylko ulice, jakimi się porusza, ich szczegółowy wygląd i, no właśnie i żadnej akcji. Pojawił się też inny drażniący mnie szczegół, mianowicie miałam wrażenie, iż autorka uwzięła się na przymiotnik „który” używając go nagminnie w tekście. Zagmatwanie akcji sprawiało, że musiałam co jakiś czas oderwać się od tekstu i chwilę pomyśleć, kto z kim spiskuje na czyją korzyść. Zamykając ostatnią stronę książki dopadło mnie uczucie, że coś mi umknęło. Otóż niezrozumiały był dla mnie tytuł książki, bo choć starałam się uważnie czytać wszystkie niemieckobrzmiące słowa to „Teufel” ni jak nie przykuł mojej uwagi. Robiąc małe prywatne śledztwo dowiedziałam się od samej autorki książki cóż on oznaczał. Nie wiem, może przeczytałam powieść zbyt szybko i to niechcący mi umknęło.

            Jako kryminał książka średnio przypadła mi do gustu, jednak patrząc na nią od strony historycznej uważam ją za bardzo wartościową, dlatego zachęcam do jej przeczytania.

              Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Oficynka


poniedziałek, 16 czerwca 2014

Monika Rebizant – Siwiło „Wrzosowiska”

            Raz na jakiś czas trafia do mnie książka, której czytanie sprawia mi wielką przyjemność, zapamiętuje się w pamięci na długo, ale gdy chcę o niej opowiedzieć nie potrafię wydobyć z siebie słowa, pozostawiając tylko bezdźwięczne yyyyyyyyy. Dlaczego? Konia z rzędem dla tego, kto będzie potrafił udzielić na to pytanie odpowiedzi.

            Wielopokoleniowa opowieść rozpoczynająca się już 1664 roku, a za sprawą rzuconej przez wiedźmę klątwy dociera do współczesnych czasów, gdzie miejmy nadzieję zakończy swój żywot, tylko czy oby na pewno i za jaką ofiarę?

            Róża jest wiedźmą. Podczas drugiej wojny światowej ukrywa się w lesie wraz ze swymi córkami Sabinką i Emilką. Pewnej mroźnej grudniowej nocy 1941r wiedziona senną wizją dociera do spalonej przez Niemców wioski. Wśród martwych ciał znajduje żywą dziewczynkę Mariannę. Wiedźma zabiera dziecko do domu. Kilka dni później znajduje w lesie rannego Miszkę Tatara. Z pomocą Marianny transportują mężczyznę do domu. Róży doskwiera brak miłości. Widząc nagie ciało mężczyzny zakochuje się. Miszka, wielki jak dąb mężczyzna, z wielkim sercem, swą miłością obdarza jednocześnie dwie kobiety, wiedźmę Różę i sanitariuszkę w oddziale „Kruka” Natalię Sarnawską, pseudonim „Sarna”. Wkrótce obie spodziewają się dzieci.

Kiedy Róża dowiaduje się o zdradzie ukochanego poświęcając własne nienarodzone dziecko, rzuca klątwę na Natalię za sprawą, której „Sarna” umiera przy porodzie osierocając córkę. Niestety nieszczęście to powielane jest na każdej jej potomkini.

Współcześnie Julia i Natalia to przyjaciółki od wczesnego dzieciństwa. Wydawać by się mogło, iż nic nie jest wstanie poróżnić ich ze sobą, a jednak. Między dziewczynami staje Adam Stawarski, do niedawna chłopak Julii. Adam, postanawia oświadczyć się planując dokładnie każdy detal wieczoru, niestety nie wszystko z misternego planu zachwyca Julkę. Para zamiast szczęśliwych zaręczyn, rozstaje się w kłótni. Wzburzony Adam, tego wieczoru nadużywa alkoholu i nie do końca świadom swoich czynów spędza noc z Natalią. Po niefortunnej nocy okazuję się, iż Natalia jest w ciąży. Odkrywając prawdę Julia w rozpaczy ucieka na Czartowe Pole, gdzie zostaje brutalnie zgwałcona. Po sprawcy nie pozostaje żaden ślad. Na wrzosowiskach zmasakrowaną dziewczynę odnajduję brat Adama Tobiasz. Na własnych rękach niesie ją ratując życie.

            Bohaterów w książce mamy sporo. Każdy skrywa jakąś tajemnicę lub nieodwzajemnione uczucie miłości. Czytelnik odkrywając po kolei kawałki zagadki powoli układa misternie jedną całość. Powstaje wiele pytań. Czy klątwę uda się komuś zdjąć? Kto lub co zgwałciło Julię? Co zataiła przed córką Emilia? Kogo słyszy w swych snach kleryk Jakub? Jaką ofiarę złoży ksiądz Tobiasz? Czy to już koniec historii? Czy autorka Monika Rebizant – Siwiło zaplanowała dalsze losy? Mam nadzieję, że tak, bo chętnie powrócę do Wrzosowisk i odkryję to, co pozostało nie jasne.


            Czytelnikom, którzy planują sięgnąć po „Wrzosowiska” proponuję przez zakupem książki zaplanować sobie jakiś urlop, bo kiedy już egzemplarz wpadnie w wasze ręce gwarantuję, iż zaniedbacie wszystkie obowiązki na rzecz przeczytania powieści. Szczerze polecam. 

                   Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Republika


poniedziałek, 9 czerwca 2014

Agata Pruchniewska „I dobry Bóg stworzył AKTORKĘ”

         Kiedy zapytano cię w przedszkolu, „kim chcesz zostać w przyszłości”, co odpowiedziałeś/łaś? Nauczycielką, lekarzem, policjantem, fryzjerką, strażakiem. Pomysłów na zawody ma się wtedy wiele, tylko, komu tak naprawdę udało się dotrzymać postanowienia? Otóż, od dziś znam jedną taką osobę. Jest nią Dorotka, bohaterka debiutanckiej powieści Agaty Pruchniewskiej.

            Dorotka już od przedszkola wiedziała, że zostanie aktorką i co najważniejsze konsekwentnie nie zmieniała zdania dążąc do celu, bowiem jest zdania, że jak się w coś wierzy, trzeba się temu oddać bezgranicznie. Bardzo pracowita, mimo swoich ograniczeń stawia czoło każdemu najtrudniejszemu zadaniu. Już samo zaliczenie egzaminu do Słynnej Szkoły jest bardziej wyczerpujące dla ludzkiej psychiki niż semestr na filologii klasycznej, a to dopiero początek trudnej kariery. Dorotka w swej przyzwoitości i uczciwości w stosunku do ludzi i świata często za dużo od siebie wymaga, podchodzi do wszystkiego zbyt serio, wykonując powierzone zadanie na tysiąc procent. Wyczulona na brak kultury i brak profesjonalizmu. Choć na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie niedostępnej, zadziornej i zarozumiałej to zdecydowanie przy bliższym poznaniu zyskuje sympatię czytelnika.

            O czym jeszcze marzą małe dziewczynki? Oczywiście o księciu z bajki. Dorotka także poznaje swojego Księcia. Książe jest najlepszym przykładem potwierdzającym słuszną tezę, że miłość jest ślepa. Dlaczego? Poza wdziękiem, jaki mu został ofiarowanym już przy narodzinach, nie ma w tym człowieku nic wartościowego, o czym warto by mówić. Opisując w wielkim skrócie „zakochany w sobie bufon do entej potęgi”. Czytając książkę praktycznie modliłam się w duchu, aby Dorotka puściła kantem tego gościa i by mogła sobie zaśpiewać pod nosem, „Co ja w tobie widziałam” Anny Jantar. Choć są zwolennicy teorii mówiącej, że przeciwieństwa się przyciągają, to ta para do siebie, mimo szczerych chęci, za sprawą przeciwnych charakterów nie pasuje.

            Z racji tego, iż narratorem w książce jest sam Bóg można mieć nadzieję, iż wiele modlitw czytelnika zostanie pozytywnie rozpatrzonych, a wierzcie mi, jest się, o co modlić. Trudne perypetie Dorotki opowiadane nam przez Boga stają się ciekawą, pełną humoru, lekką, ironiczną i bardzo prawdziwą książką. Kiedy to Dorotka postanawia zdać egzamin na prawo jazdy ze śmiechu popłakałam się łzami wielkimi jak grochy.  Agata Pruchniewska odkrywa przed nami wiele aktorskich tajników, czy to ze szkoły filmowej, czy to z produkcji filmowych, świata reklamy, czy też kulisy show-biznesu. Opisuje też wiele znanych osób z teatralnych desek i szklanego ekranu kamuflując jednak postaci pod zaszyfrowanymi pseudonimami: Słynny Aktor, Gwiazda. Czytelnik ma świetną zabawę próbując odgadnąć właściwe nazwisko.


            To jest naprawdę genialna książka. Chętnie czytałabym więcej tak dobrze napisanych debiutanckich powieści. Polecam i czekam na kolejne książki tej autorki. 

            Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu SOL


środa, 4 czerwca 2014

Anna Klejzerowicz „Sąd ostateczny”

             Natchnienie. Próżno go szukać, gdy żołądek pusty. W kieszeni ostatnie kilkadziesiąt złotych, a nałóg tytoniowo – alkoholowy ssie do reszty. Emil Żądło, gdańszczanin, niegdyś policjant, dziś dziennikarz, „wolny strzelec” w fazie wielkiego kryzysu - to główny bohater powieści „Sąd ostateczny” pióra Anny Klejzerowicz. Brak weny na atrakcyjny artykuł nie jest jedynym problemem mężczyzny. Ex żona dopomina się o zaległe alimenty.

            Po niekorzystnej rozmowie z redaktorem naczelnym Emil udaje się do pubu gdzie spotyka swoją dawną sąsiadkę Dorotę z narzeczonym Damianem. Para rozkręca właśnie własny mały biznes gazetowy. Po kilku piwach dobijają targu i postanawiają współpracować, po czym rozchodzą się do domów. Następnego dnia, kiedy Emil próbuję się skontaktować z Damianem dowiaduje się, że para została w nocy zamordowana.

            Żądło przez wzgląd na Dorotę, czuję się zobowiązany i oferuje policji swą pomoc w odszukaniu sprawcy. Wyjątkowa spostrzegawczość Emila sprzyja odnalezieniu pierwszego tropu. Dziennikarz odkrywa, iż ciała zamordowanych zostały celowo ułożone przez sprawcę w identyczny sposób jak postaci na obrazie Hansa Memlinga „Sąd ostateczny”, który jest chlubą i wizytówką Gdańska od setek lat. Morderca, jak na psychopatę przystało zbiera kolejne żniwa. Ofiary, poza charakterystycznym ułożeniu ciał po śmierci, nic ze sobą nie łączy. Trudno przewidzieć, w jaki sposób zwyrodnialec wybiera swoje ofiary. Żołnierz Chrystusa, bo tak mówi o sobie przestępca staje się coraz bardziej zuchwały. Jedyne pocieszenie to, to, że na swój cel nie bierze dzieci, ale i ten fakt nie do końca jest pewny, gdyż właśnie przez syna Emila morderca przekazuje wiadomość dziennikarzowi.

            Książka nie jest rasowym kryminałem gdyż została okraszona przez autorkę licznymi wątkami romantycznymi, co sprawia, że w pewnym momencie zatraca się lekko dreszczyk emocji. Trudno uwierzyć by taki zbiorowy happy and bohaterów drugiego planu miał możliwość bytu. Jednak jest to tak małoistotny detal, na który można bez wahania przymrużyć oko.

            Anna Klejzerowicz w bardzo ciekawy sposób przedstawia faktyczną historię samego płótna Memlinga. Opisy postaci z tryptyku są tak bogate, iż bez problemu można sobie wyobrazić sposób działania perfidnego mordercy.

            Intrygująco wykreowana przez pisarkę sylwetka Emila Żądło sprawia, że z miłą chęcią zapoznam się z kolejnymi przygodami charyzmatycznego dziennikarza, jak i innymi publikacjami pani Klejzerowicz. Polecam gorąco do zapoznania się z lekturą.   

               Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Replika


sobota, 31 maja 2014

Michał Gołkowski „Drugi brzeg”

Zona to wymarły i raczej wyludniony obszar o promieniu ok 30 km wokół elektrowni w Czarnobylu, charakteryzujący się występowaniem licznych anomalii o różnym charakterze oraz licznych mutacji zwierząt, roślin jak również i ludzi. Zona zabija, zmienia albo niszczy wszystko, co wchodzi w jej obszar. Wbrew pozorom w Zonie najtrudniejsze do zdobycia są artefakty, nie amunicja, a jedzenie i czysta woda.

„Ja i tak przepuszczę to jeszcze trzy razy przez filtr węglowy, ot tak, dla pewności. Tyle tylko, że woda przepuszczona przez aktywny węgiel staje się jałowa – nie destylowana, a jałowa. Macie tam niby komplet minerałów, ale są… no martwe, no. Pijesz wodę, a ona nie daje ci energii – jest wilgoć, jest płyn, ale nic poza tym. Bierzesz z rzeki wodę brudną, ale żywą i zabijasz ją, żeby móc się napić…”[1]

Po prawie trzydziestu latach zapuszczenia i grabieży trudno się czasem rozeznać, co było, czym. W Zonie nic nie jest twoje, wszędzie jesteś tylko gościem, złodziejaszkiem, ukradkowym skradaczem – stalkerem właśnie. Tu nie ma „regularności” – regularnie to się tylko ginie od głupoty i pewności siebie.

Stalker to jest człowiek, który wchodzi do strefy zakazanej, który przekracza granicę, ale granicę wewnętrzną nie zewnętrzną. Jest swego rodzaju poszukiwaczem skarbów - artefaktów, który chce dostać się do strefy i co najważniejsze, bezpiecznie wrócić.

„Drugi brzeg” jest druga częścią bestsellerowej powieści „Ołowiany świt”. Niestety nie miałam okazji czytać tej pierwszej i pewnie, dlatego niektóre fakty w „Drugim brzegu” były dla mnie trochę nie jasne. Brakowało mi na końcu książki słownika terminów, który na szybko wyjaśniałby mi to, co niezrozumiałe. Jednak, od czego mamy Internet. Ciekawość moja zwyciężyła, zaczęłam szukać informacji i po trochu sama stałam się stalkerem, choć wirtualnym. Bardzo pomocna dla mnie stała się strona poświęcona grze S.T.A.L.K.E.R Stalker.Wikia.com oraz krótkie filmiki stworzone przez wydawnictwo Fabryka Słów na YouTube w których sam autor opowiada o swych książkach. Polecam obejrzeć je wszystkie YouTube.com  i YouTube.com

Główny bohater stalker Misza idzie samotnie na drugi brzeg by znaleźć coś, co nawet nie wie czy tam jest. Na jego trasie Prypeć, CzAES, Czarnobyl, Horno. Ma nadzieje dojść na Agroprom gdzie prawdopodobnie trafi na ślad eksperymentów i laboratoriów profesora Łabotkina. Przemieszczając się jest bardzo ostrożny, omija asfaltowe drogi, woli iść trudniejszą trasą, brnąć często przez krzaki i grzęzawiska, ale przeżyć, niż zginąć maszerując rzekomo prostą trasą. Bardzo oszczędnie używa broni palnej, skrupulatnie przeliczając każdy nabój amunicji. Strzały oddaje tylko w ostateczności, bo wie, że każdy huk ściąga kolejnych mutantów, z którymi nie łatwo wygrać. Samotność daje mu się we znaki, nie traci jednak czujności, kiedy spotyka monolitowców, bardzo przypominających stalkerów. Szybko jednak się z nimi rozprawia. Udaje mu się także ujść z życiem, kiedy na jego drodze staje najgroźniejszy mutant – chimera. Jednak nie do końca ma pewność czy unicestwił stwora, bo przecież chimery nie da się ot tak zobaczyć. Misza wie, że stwór go obserwuje, nie przepuści okazji do wyrównania rachunków i to z nawiązką. Poszukiwacz przemieszcza się w dzień, w nocy próbuje zregenerować siły, niestety nawiedzające go koszmary senne nie dają wytchnienia. Dotarłszy do Czarnobyla widzi jak bandyci atakują dwóch stalkerów. Przyłącza się do jadki i ratuje jednego z nich, dzięki temu zyskuje przewodnika na Horno.

Michał Gołkowski doskonale opisuje klimat Czarnobylskiej strefy. W przyjemny sposób wplata bardzo istotne historyczne fakty. Podróż Miszki, choć czasem monotonna i przewidywalna, potrafi jednak w momentach zagrożenia życia zrosić czytelnika ciarkami na plecach. Fascynująca książka, polecam i z miłą chęcią czekam na kolejne pozycje autora.




[1] Str. 36, Michał Gołkowski, Drugi brzeg, Fabryka słów, Lublin 2014

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Fabryka Słów


środa, 28 maja 2014

Beata Gołębiowska "Żółta sukienka"

           W życiu ludziom przytrafiają się różne trudne sytuacje, niejedna bardziej przykra od drugiej. Każda z nich jednak pozostawia po sobie ślad, ranę, zostaje w pamięci. Chcąc zapomnieć odcinamy się od tego, co było, nie przepracowując emocji, złudnie sądząc, że czas leczy rany i jakoś to będzie. Czy oby na pewno?   
 
„Okazuje się, że każda forma ucieczki od życia jest drogą do utraty szczęścia”[1]

            Anna, jako sześcioletnia dziewczynka zostaje ofiarą gwałtu. Nie rozumie tego, co się stało, boi się toksycznej matki i zataja przed całym światem okrucieństwo, jakie ją spotkało. Trauma jednak towarzyszy jej przez całe życie. Jako dorosła kobieta porzuca męża, pracę dziennikarki i emigruje z córką do Kanady. Tam zatrudnia się, jako pomoc domowa. Niestety w żadnym miejscu nie może zagrzać miejsca na dłużej. Często zmienia pracodawców. Żyje w biedzie. Ubrania kupuje używane, meble do domu otrzymała z Armii Zbawienia. Nieustannie jednak marzy o pisaniu. Wszędzie zabiera ze sobą portfolio z opowiadaniami i wierszami swojego autorstwa.

            Pewnego dnia Anna zatrudnia się, jako gosposia w domu Paula. Pięćdziesięciolatek jest inwalidą. W dzieciństwie stracił nogi podczas wypadku samochodowego. W katastrofie giną oboje rodzice, chłopcu matkuje czternastoletnia siostra. Mężczyzna nie znosi współczucia, często bywa grubiański, ale tak jak Anna ukrywa swoją drugą twarz pod dość odważnym strojem i przerysowanym makijażem, tak Paul w głębi serca jest wrażliwy, mądry i oczytany. Kanadyjczyk zakochuje się w Polce od pierwszego wejrzenia. Jednak nie okazuje jej tego. W tajemnicy umieszcza w domu zakamuflowaną kamerę by móc nieustannie obserwować ukochaną.

            Podczas sprzątania biblioteki, Anna w bogatym księgozbiorze znajduje ciekawy album z lalkami. Jedna z nich przykuwa jej szczególną uwagę. Obserwujący to na monitorze Paul chcąc zrobić przyjemność kobiecie kupuje identyczną kukiełkę. Niestety nie wie, że efekt końcowy podarunku będzie zupełnie inny niż zamierzony. Zabawka przywraca demony z dawnego życia Anny.
            Kiedy Anna otrzymuje wiadomość z Polski o śmierci matki, początkowo nie zamierza jechać. Jednak za namową córki wybierają się w podróż. Czy Annie uda się uwolnić od nękających ją koszmarów? A co jeśli jej oprawca nadal żyje? Czy go spotka?

            Książka „Żółta sukienka” jest debiutem literackim Beaty Gołębiowskiej. Ze skrzydełek okładki dowiadujemy się, iż autorka jest poznanianką, obecnie mieszkającą w Montrealu. Ukończyła studia fotograficzne na Dawson College. Jej prace prezentowane były w kilku galeriach montrealskich, m.in. w Galerii Muzeum Sztuk Pięknych. Pracowała, jako malarka dekoracyjna w programach Debbie Travis – Painted House i Facelift. W tym czasie zaczęła pisać opowiadania i scenariusze oraz artykuły o fotografii, malarstwie i przyrodzie. Obecnie pracuje dla Queen Art. Films, gdzie zadebiutowała, jako reżyser filmu dokumentalnego „Raj utracony, raj odzyskany” o polskim ziemiaństwie i arystokracji w Kanadzie.

            Książka, choć nie jest imponującej grubości, czyta się ją wolno, ale nie, dlatego że jest nudna, wręcz przeciwnie, ma swój magnetyzm, atmosfera sprawia, iż chce się ją czytać właśnie spokojnym rytmem. By tak jak Anna przezywać wspomnienia. Polecam.


[1] Str. 142, Beata Gołębiowska, Żółta sukienka, Novae Res, Gdynia 2011


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Novae Res


czwartek, 15 maja 2014

Spotkanie z Anetą Ponomarenko

Moja ulubiona Biblioteka Publiczna w Gołuchowie znów zaprosiła ciekawego gościa. Któż tym razem nas odwiedził? Nie kto inny jak pani Aneta Ponomarenko, autorka między innymi ciekawych kryminałów w stylu retro pt.: "Strażnika skarbu" i  "Dom śmierci" których akcja dzieje się w dziewiętnastowiecznym Kaliszu.
O Strażniku pisałam już w tym poście, a recenzja "Domu śmierci" ukaże się już wkrótce.

Pani Aneta jest bardzo ciepłą i sympatyczna osobą. W swej karierze pracowała między innymi jako pedagog i dziennikarz. Dziś piastuje posadę w pewnym urzędzie, ale nie będę wspominać w jakim, gdyż jak sama pisarka mówi, praca ta zdarza się być nudna. To właśnie ta nuda sprawiła, iż Ponomarenko zaczęła pisać. Początkowo były to tylko krótkie opowiadania, często z życia wzięte, ale celowo urozmaicone bogatą wyobraźnią autorki, a że nie zamierzała tego wydać, większość lądowała w szufladzie. Dziękuje pani Aneto, że jednak zmieniła pani zdanie odnośnie chomikowania swej twórczości w szufladzie.

Aneta Ponomarenko w swej twórczości inspiruje się historią dawnego Kalisza, a że w dziewiętnastowiecznym małym mieście, poza drobną huliganerią, niewiele się dzieje, ubarwiając historię w powieściach trup ściele się gęsto. Czytelnik żartobliwie może sądzić, iż za chwilę zostanie wymordowane całe miasto, ale nie ma obawy, na straży przecież stoją takie asy jak dr Jakub Zaif i agent do specjalnych poruczeń Walenty Konstantynowicz Jezierski. 




wtorek, 13 maja 2014

Maja Strzebońska "Czarownica i kot"

Bardzo ciekawa opowieść o tym jak to pewna czarownica znajduje nie daleko swego domu maleńkiego kotka. Czarownica wbrew pozorom ma dobre serduszko i postanawia się zaopiekować ślicznym malcem.

Książeczka jest ozdobiona ślicznymi ilustracjami. Pisana dużą czcionką, co zachęci dzieci, które dopiero zaczynają swoją naukę czytania do spróbowaniu własnych sił w czytaniu lektury. Młodszym malcom polecam czytanie tej książeczki przed snem. Jej objętość jest w sam raz jak na jednorazowe czytanie do poduszki. Przy okazji przekazujemy dzieciom wiedzę, iż nie wszystko, co straszne z nazwy musi być takie w rzeczywistości i np. nie trzeba bać się czarownic, bo są też takie, które można szybko polubić. 

Za możliwość przeczytania książeczki dziękuję wydawnictwu Skrzat




sobota, 10 maja 2014

Manula Kalicka „Szczęście za progiem” Wydanie II, poprawione

           Plotka głosi, że jeśli chcemy osiągnąć w życiu sukces to pierwszy milion należy ukraść, a do celu iść po trupach.

Małgosia ma już dość życia bez perspektyw w małej zapomnianej wsi. Obserwując walczącą o życie muchę w kałuży piwa, dociera do niej, że jeśli nie zmieni czegoś w swojej egzystencji przepadnie na zawsze. Chce być kowalem własnego losu, napisać samodzielnie swój życiorys. Jedyną osobą, która rozumie Gosię jest jej babcia. Staruszka pożycza wnuczce małą sumę pieniędzy na podróż. Dwudziestolatka stawia sobie odważny cel. Jedzie do Warszawy by tam znaleźć mieszkanie i prace. Wie, że do domu już nigdy nie wróci, no chyba, że na krótkie odwiedziny. Zaraz po dotarciu do metropolii wynajmuje w obskurnej dzielnicy pokój, dzięki czemu nie musi nocować na dworcu. Przez kolejne dni nieustannie poszukuje w pracy. Niestety nie jest to łatwa sprawa. Brak umiejętności obsługi komputera, porozumiewania się w jakimkolwiek języku obcym czy też profesjonalnie napisane CV sprawia, iż Małgosia jest nieustannie wyśmiewana przez potencjalnych pracodawców. Kiedy zatem sąsiad Remek sugeruje jej pracę, jako tancerka topless, nie waha się.

            Dziewczyna żyje bardzo oszczędnie, liczy każdy grosz. Pewnej nocy, kiedy wraca z pracy do domu na jej drodze leży pijany mężczyzna. Gdy zamierzała go ominąć, dostrzegła wystający z płaszcza portfel, powtarzając sobie w duchu babcine ulubione powiedzonko: „nie złapiesz myszy w rękawiczkach” ukradła własność pijaczka i ucieka.  Przypadkowo zdobyte pieniądze postanawia zainwestować w kurs komputerowy, bo przecież wiecznie nie ma zamiaru kręcić tyłkiem przy rurze. Instruktorem kursu jest student informatyki Marek, któremu Małgosia wpada w oko. Dziewczyna szybko odkrywa dodatkowe zalety Mareczka, dzięki niemu uczy się języka angielskiego. Tylko czy motywy działania w tym przypadku są szczere?

            W życiu Małgosi parokrotnie zadziałało „prawo przyciągania”. Cóż to takiego? Jeśli o czymś intensywnie myślisz, to w końcu, to dostajesz. I za sprawą właśnie takiego przyciągania Małgosi udaje się wynająć inny pokój w dużo lepszej dzielnicy, w kawiarni otrzymuje od fotografa ofertę pracy jako modelka, poznaje nieprzyzwoicie bogatego Marcela, ale nie, nie myślcie, że nagle spadł jej królewicz z nieba. Tak łatwo to jednak w życiu nie jest. Marcel ma swój chytry plan odnośnie Małgosi, który nie spodobałby się żadnej kobiecie, a jaki? No cóż, zapraszam do lektury.

            Manuli Kalickiej udało się wykreować świetne postaci, z niezwykle mocnymi charakterami. Mnie osobiście najbardziej zaciekawiła bohaterka drugoplanowa – pani Irena, od której Małgosia wynajmuje mieszkanie. Jej tajemniczość, a jednocześnie akceptacja jest dla mnie urzekająca.

Książka może być inspiracją jak odważnie stawiać sobie życiowe cele i uparcie do nich dążyć. Co najciekawsze można polemizować jak zakończy się historia Małgosi. Odpowiedź uzależniona jest od tego czy dokładnie czytało się książkę i jak określiło motywy działania głównej bohaterki. W życiu każdego człowieka może być czas, w którym jest naprawdę źle, ale każdy z nas ma wybór jak w danej sytuacji się zachowamy, czy w ogóle odważymy się coś zrobić/zmienić, czy jednak powiemy „nie” i będziemy dalej siedzieć na stołku i biadolić nad swym losem. Jeśli nie obce są ci zagadnienia z dziedziny „rozwoju osobistego” z czystym sumieniem polecam ci tę książkę, jako małą odskocznie by mieć motywację do walki o własny życiorys.

Za udostępnienie książki dziękuje wydawnictwu Szara Godzina


niedziela, 4 maja 2014

Iwona Bińczycka – Kołacz „Znak ostrzegawczy”

          Po kilku latach małżeństwa, kiedy w związek dwojga ludzi wkrada się rutyna, nie jedna z pań, bo na nich się raczej skupię, zaczyna się zastanawiać czy wybrany przed laty małżonek był najlepszym życiowym wyborem? Czy gdy dałoby się cofnąć czas i znaleźć inne rozwiązanie z sytuacji, pójść inna drogą, czy byłaby ona lepsza? A skoro nie można cofać czasu to czy trwać w nudnym związku, czy też odważyć się i spróbować coś nowego? Tylko, jakby się tak głębiej zastanowić, to przecież coś was kiedyś przecież łączyło. Coś sprawiało, że serce zaczynało szybciej bić, chciało się uśmiechać, a organizm tryskał energią. To wszystko odeszło w niepamięć? Są też sprawy, które nadal łączą i nie da się ich podzielić, bo ktoś zawsze będzie cierpiał. Może jest jeszcze jakaś nadzieja, światełko w tunelu, które pozwoli wierzyć, że wszystko można jeszcze poskładać na nowo? Może stoi gdzieś znak ostrzegawczy, że to właśnie ten moment, który mówi nam: Walcz! Jeśli zadawałaś sobie kiedykolwiek takie pytania, książka Iwony Bińczyckiej – Kołacz „Znak ostrzegawczy” przypadnie ci do gustu.

            Kamila i Jarek Michalscy, wraz z synkiem Jasiem, tworzą pozornie szczęśliwe małżeństwo. Żyją razem, a mimo to osobno. Na co dzień wszystko podporządkowane pod komendę wiecznie niezadowolonego Jarka, uważającego się za pępek świata. Mężczyzna jest do przesady nudny i przewidywalny. Dużo czasu spędza w pracy, a po powrocie do domu, w przerwach, kiedy nie krytykuje dosadnie żony, każdą wolną chwilę spędza przed telewizorem lub komputerem. Kamili doskwiera samotność, brak zrozumienia, czuje się niedoceniana. Żyje z dnia na dzień. Telemężulek nic nie rozumie lub rozumieć nie chce. Kamila pocieszenie odnajduje jedynie w opiece nad Jasiem i podczas ulubionego biegania. Przygotowuje się do udziału w maratonie. Życiem Kamili w przeszłości rządziły w głównej mierze przypadki, niejasności i niedopowiedzenia. Podczas weekendowego pobytu z synkiem w Krynicy, spotyka swoją dawną miłość Gerarda. Rozstali się w dość niejasnych okolicznościach podczas głupiej sprzeczki. Krótko po tym fakcie Kamila poznaje Jarka i zachodzi w ciążę. W Krynicy Gerard wyznaje Kamili prawdę, odnośnie swojego zachowania z przeszłości. Kamilę dopadają wątpliwości na temat ojcostwa Jasia.

            Agata i Szymon Bralscy, małżeństwo pełne gorącego uczucia, starające się od paru lat o potomstwo, niestety bez rezultatów, co spędza Agacie sen z powiek. Kiedy w końcu zachodzi w ciążę emocje sięgają zenitu. Niestety, radość nie trwa długo. Wydawać by się mogło, iż Boże Narodzenie to czas cudów, ale nie dla Bralskich. Agata długo nie może się pozbierać po utracie „Pęcherzyka”. Jednak nie poddają się. Postanawiają walczyć dalej. Stają na ringu do nierównej walki. Po jednej stronie Agata z wielkim pragnieniem, po drugiej stronie wyczerpujące psychicznie i finansowo badania lekarskie, częste delegacje męża i kolejne próby zapłodnienia. Ile może wytrzymać kobieta? Ile może wytrzymać małżeństwo gdzie seks nie jest już uprawiany dla przyjemności? Czy znalezione przez Kamilę zdjęcia, na których są – no właśnie kto?! przyczynią się do rozpadu obu małżeństw?


            Poruszająca opowieść którą należy przeczytać! Dająca wiele do myślenia. Zapewne każda czytelniczka zamykając ostatnią stronę powieści zastanowi się nad własnym życiem i rozejrzy się za jej indywidualnym znakiem ostrzegawczym. Polecam gorąco!!!

Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Novae Res


piątek, 2 maja 2014

Radek Rak „Kocham cię Lilith”

           Chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się po przeczytaniu książki, aby mieć tysiące pytań do autora, których nie potrafiłabym zadać. Nie dlatego, że nie wypada, po prostu głoski nie potrafią się połączyć w wyrazy by wypowiedzieć to, co niezrozumiałe. To może zacznę od rzeczy zrozumiałych.

            Robert Z. przyjeżdża do sanatorium „Iwona” w Beskidzie Niskim na dwutygodniowy turnus rehabilitacyjny. W ośrodku nie ma zbyt wielu kuracjuszy gdyż sezon nie rozpoczął się jeszcze w najlepsze. Obecni pacjenci są dużo starsi od Roberta. Mężczyzna nie znajduje dla siebie towarzystwa, jedyną atrakcyjną rozmówczynią okazuje się pani doktor Małgorzata. W wolnych chwilach czyta książkę pt.: „Nim nadejdzie świt”, której tematem są przygody lwowskiego detektywa Immanuela Jesipowicza. Lektura pochłania go tak bardzo, iż Jesipowicz staje się wiernym towarzyszem i doradcą w życiu codziennym. Traktuje go jak materialnego człowieka, a nie fikcyjną postać.

Podczas spaceru Robert spotyka intrygującą malarkę Iwonę, mężczyzna, choć nie jest ekspertem w dziedzinie malarstwa, interesuje się tworzonym przez nią obrazem. Artystka parokrotnie pojawia się i kokietuje Roberta. Zaprasza go do swojego pokoju nr 8, gdzie spędzają upojną noc. Następnego ranka znika. Zaskakujący jest też fakt, iż pokoju numer osiem w ogóle nie ma w uzdrowisku, pod wspomnianą cyfrą znajduje się kotłownia, a kuracjuszki o imieniu Iwona nikt nie widział, ani o niej nie słyszał.

Tak kończy się pierwsza część, jak dotąd, wydawałoby się przygodowej powieści. W drugiej części autor zmienia charakter dzieła sięgając po mitologiczną Lilith. Jak wiadomo była ona pierwszą kobietą Adama, kiedy go porzuciła Bóg stworzył dla niego Ewę. Lilith, jako jedyna uwiodła Boga, Diabła i Adama. „Lilith wciągającej w siebie mężczyzn jak wir w rzece: zanurzyć się, dać się porwać i pochłonąć – tego pragniemy.”   

Robert postanawia odnaleźć ukochaną, niestety nie jest to łatwe. Wiele rzeczy zaczyna się gmatwać. Poznaje innych mężczyzn, którzy zostali omotani przez kobietę.

Druga drugiej części to już istna zagadka z tysiącem pytań:
            Czy malarka Iwona to mitologiczna Lilith?
            Czy w panią doktor Małgorzatę również wcieliła się Lilith?
            Czy Jesipowicz jest prawdziwy czy tylko postacią z książki?
            Uzdrowisko „Iwona” czy „Małgorzata”
            Czy Robert zamiast na serce nie powinien się czasem leczyć psychiatrycznie?


            W pewnym momencie czytelnik sam już nie wie, co jest prawdziwe, co jest fikcją. Książka przez swoje idealne zagmatwanie trzyma przy sobie do samego końca. „Kocham cię Lilith” to znakomity debiut literacki autorstwa Radka Raka. Choć dziś już mogę uznać tę książkę za przeczytaną, na pewno za jakiś czas do niej wrócę by znów, choć spróbować odgadnąć, co jednak było prawdziwe. Polecam tę książkę! Warto.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

"Przebudzenie" Agnieszka Lingas Łoniewska

Mówiąc krótko i bez owijania w bawełnę „Przebudzenie” to książka, która najgorszego śpiocha wyprowadzi z rutyny i sprawi, że porzuci on swój senny nałóg na rzecz przeczytania książki kosztem zarwanej nocy. 

Agnieszka Lingas – Łoniewska, kończąc bestsellerową powieść „Łatwopalni”, pozostawia czytelnika z małą zagadką: kto jest ojcem dziecka Moniki? Dziewczyna pozostaje sama, zatrzaskując drzwi przed nosem Jarkowi Mincowi. Co daje do myślenia, że pewnie szczęśliwym tatusiem będzie Grzesiek.

W „Przebudzeniu” Czarniewski jest w trakcie rozwodu ze swoją żoną Roksaną, która utrudnia mu widzenia z synkiem. Grzesiek wykorzystuje nieobecność Minca i postanawia zawalczyć o Monikę i miłość, jaką ją darzy. 

Kiedy pojawiają się pierwsze krągłości na brzuszku, Monika decyduje się na rozmowę i spotkanie z Jarkiem. Ten nie mogąc się doczekać wyznaczonego terminu natychmiast przyjeżdża do ukochanej. Ciąża Moniki jest dla niego zaskoczeniem. Przypuszczam, że obaj panowie i Jarek, i Grzesiek byliby skłonni uznać dziecko za swoje, na rzecz spędzenia reszty życia z Moniką.

W fabule nadchodzi też pora, aby zainteresować czytelników bohaterami z dalszego planu. Sylwia, przyjaciółka Moniki, ma dość życia z mężem alkoholikiem, występuje o separację. W rutynie dnia codziennego decyduje się przeprowadzić remont w domu. Jarek Minc poleca jej ekipę remontową pod dyrekcją jego przyjaciela, Berniego Korczaka. Między motocyklistą a fryzjerką niespodziewanie zaczyna iskrzyć. Czas na gorące uczucie w życiu Sylwii nie jest najlepszy. Berni wzbrania się jak może, ale jak wiadomo, krew nie woda. Mistrzyni scen erotycznych Lingas – Łoniewska znów rozpieści swoich czytelników. Drobniutka Sylwia i ogromny Berni z wielkim… sercem. 

Mogłoby już tak pozostać, miło, sielsko i romantycznie, ale jak to u autorki w zwyczaju musi być jakiś gwóźdź tasakiem wbijany. Nie należy ignorować porzuconej kobiety. Jej gniew mógłby być obliczany w skali Richtera. Roksana winą za swoje nieudane małżeństwo obarcza Monikę.
„Dlatego teraz nie miała żadnych skrupułów, żadnych wyrzutów, wszystko postawiła na jedna kartę. Kartę zemsty.”

To nie jedyny gwóźdź w tej całej historii. Ciśnienie podniesie jeszcze powrót pewnej osoby zza morza i … jeszcze nie powiedziałam, kto jest ojcem dziecka Moniki! Ale jeśli myślicie, że wam to zdradzę tu i teraz to… jesteście naiwni ;) 

Drodzy czytelnicy, fani Lingas – Łoniewskiej, co miałam powiedzieć, to już powiedziałam na samym początku, powtarzać się nie ma co. Bestseller, pt.: "Łatwopalni"„Przebudzenie” po prostu musicie przeczytać. Wielkim wstydem będzie przyznanie się, że ktoś tego nie czytał!!! Polecam gorąco. 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Filia



czwartek, 10 kwietnia 2014

Izabella Frączyk "Koniec świata"

Całkiem dawno Majowie straszyli nas widmem końca świata, który łaskawie nie nadszedł. Założę się jednak, że niejeden z nas zaczął się zastanawiać, co by było, gdyby przepowiednia faktycznie okazała się prawdziwa. Odważę się nawet stwierdzić, że sporo osób jednak w nią uwierzyło, choć się do tego nie przyznaje.

W książce pt. „Koniec świata” Izabelli Frączyk, poznajemy Marylkę. Kobieta ma 28 lat i nieudany związek za sobą. Porzucona zostaje przez narzeczonego, gdy ten dowiaduje się o bezpłodności dziewczyny.  Na co dzień bohaterka pracuje w agencji reklamowej, jest zdolną copywriterką z widokami na oszałamiającą karierę. Atrakcyjna singielka, która twardo i odważnie stąpa po ziemi. Nie boi się posiadać własnego zdania, nie jest też osobą, którą można kupić!

Wyjeżdża z kolegą z pracy na służbowy wyjazd do Sopotu. Marcel ma opinię bawidamka i podrywacza, któremu bozia nie poskąpiła urody. Jednak podczas podróży okazuje się być miłym i kulturalnym mężczyzną. Na skutek zdradzieckiego działania Johnny Walkera para spędza upojną noc w swoim towarzystwie. Marylka zakochuje się! Nie wie jednak, że mężczyzna nie do końca jest z nią szczery, a strzała miłości, jaka wydawać by się mogło szczęśliwie połączy parę, nie była własnością Amora, lecz podstępną intrygą.  Po powrocie do domu Marcel jedzie na kilkutygodniowe szkolenie do Madrytu, nie informując o tym fakcie Marylki. Dziewczyna pozostaje sama z nawałem pracy na głowie i upierdliwym, a zarazem najważniejszym klientem agencji Tadeuszem Gawłowiczem, dla znajomych zwanym Krzyśkiem. Jakby tego było mało, opiekuje się też bratankiem, który w przerwie, kiedy to przypala garnki lub topi się w wannie, przeżywa swoją pierwszą młodzieńczą miłość. 

Marylka otrzymuje niespodziewanie zaproszenie na służbowy wyjazd do Szwajcarii. Ku zaskoczeniu dowiaduje się, że ma tam spędzić kilka dni w towarzystwie wspomnianego już upierdliwego klienta Krzyśka. Nie wie jednak, iż od dłuższego czasu wpadła w oko biznesmenowi, który o zgrozo jest niezwykle atrakcyjnym mężczyzną, a prawa natury nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa. Tylko tyle i aż tyle, a przecież jeszcze nie wspomniałam o najważniejszym, tzn. zbliżającej się zagładzie przepowiedzianej przez Majów.

Czy faktycznie będzie koniec? Czy może początek! Początek nowego życia. Tylko, z którym mężczyzną? A może pojawi się trzeci? Oj, tego nie zdradzę. Zachęcę za to was do przeczytania książki, bo naprawdę warto. Już sama okładka ma bardzo apetyczny wygląd i założę się, że będzie sporo osób, które nie przejdą obok niej obojętnie.
Kiedy zaczynałam czytać książkę, odkrywając, że główna bohaterka pracuje w agencji reklamowej pomyślałam sobie: rety, czy już nie ma innych atrakcyjnych zawodów dla kobiet w kobiecej literaturze? Czy pisarze nie mogą wybrać innego tematu jak pracoholiczki lub odwrotnie, rzucające właśnie pracę i wyjeżdżające na wieś, by odkryć siebie. Postanowiłam jednak dać szansę pisarce i grzecznie czytałam dalej. Założę się, że sporo osób zamykając ostatnią stronę książki stwierdzi coś w stylu: eee, wiedziałam/łem, że tak to się skończy! Ale!!! Na pewno te same osoby nie ominie pewna refleksja na temat ludzkich zachowań, ocena charakteru i ich tchórzostwo lub odwaga sprawią, że powiemy krótko: fajna książka! 


 „Koniec świata” Izabelli Frączyk to lekka i niezwykle wciągająca powieść w szczególności dla Pań. Ma bardzo ciekawy klimat, jest idealna do poczytania przy kawusi. Polecam gorąco. Kolejna powieść autorki „Jak u siebie” ukaże się już jesienią 2014 i na pewno ją kupię.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Prószyński i S-ka