niedziela, 30 stycznia 2011
Frywolitki ciąg dalszy
Dłubałam, dłubałam, i nadłubałam. Obroża na szyję, bransoletka i kolczyki. Miał być komplet, ale kolczyki nie za bardzo pasują wzorem do reszty, ale co tam, nie od razu Rzym zbudowano.


piątek, 28 stycznia 2011
Kolczyki
niedziela, 16 stycznia 2011
Kocyk
Odświeżając kartę pamięci w aparacie znalazłam coś co miałam pokazać a o czym zapomniałam. Jest to kocyk a właściwie braciszek kocyka. Dlaczego braciszek? Bo kiedyś zostałam poproszona o wykonanie kocyka dla dziecka. Weronisia tak kocyk pokochała że robiła z nim wszystko. Od spania, tarmoszenia, bawienia do tarzania po podłodze włącznie. Niestety robótka nie przetrwała próby czasu i tak nadmiernego wysiłku. Dlatego po trzech latach wykonałam kolejny kocyk który jest braciszkiem do pierwszego. Stary można jeszcze obejrzeć na moim starym Kawusiowym blogu. Nowy prezentuję się tak

sobota, 15 stycznia 2011
Cler
Cler to czwarty naszyjnik z mojej frywolitkowej kariery. Ecru kordonek, czarna szklana perła. Chyba przyciąga trochę oko,gdyż komukolwiek bym nie pokazała wszystkie powstałe naszyjniki w kupie to pierwszy weźmie do ręki właśnie ten.



Uruchomiłam też sklepik gdzie będzie można to i owo kupić z mojej i nie tylko mojej twórczości. Na razie dopiero raczkuje, ale z każdym dniem mam nadzieję że będzie w nim przybywać jak i ubywać towaru. Zapraszam do Art Butterfly
Uruchomiłam też sklepik gdzie będzie można to i owo kupić z mojej i nie tylko mojej twórczości. Na razie dopiero raczkuje, ale z każdym dniem mam nadzieję że będzie w nim przybywać jak i ubywać towaru. Zapraszam do Art Butterfly
piątek, 14 stycznia 2011
umysł, pamięć itp.
Ech no, frywolitki cudna rzecz, ale jak się okazuje trudno wymyślić coś własnego bo wszystko już było. Kolczyki jakie pokazałam w poprzednim poście nieświadomie zrobione są według wzoru Koroneczki. Troszkę mnie to dziwi bo nie robiłam ich z nosem przy kompie patrząc na pierwowzór, tylko tak jak mi akurat w trakcie robótki pasowało. Coś mi się zdaje że częściej mi się będą takie wpadki zdarzały bo sporo się już biżuterii frywolitkowej naoglądałam i dużo wzorów kręci się gdzieś tam w pamięci. Szkoda tylko że umysł nie pamięta autorów.
czwartek, 13 stycznia 2011
... zastrzelę!
Kto wymyślił umysł kobiety niech się przyzna? Chętnie go zastrzelę. Rozumiem seksapil, uroda, wdzięk, kokieteria, ale czy naprawdę musiał nam fundować huśtawki nastrojów? W jednej chwili płacz i rozpacz, za chwilę kilka rozmów z życzliwymi ludźmi i znów banan na buzi. Ech, no nie mogło się obejść bez tej huśtawki, no pytam się?
Dłubię kolejne cosik frywolitkowe, a przynajmniej próbuję bo niestety komplikacje za komplikacją, może w końcu to się zmieni, a na razie pokarzę to co już widzi światło dzienne. Brązowy komplecik, naszyjnik i kolczyki. Chyba w sumie podpatrzone u różnych wykonawców i na koniec sklecione tak jak się dało.



Dłubię kolejne cosik frywolitkowe, a przynajmniej próbuję bo niestety komplikacje za komplikacją, może w końcu to się zmieni, a na razie pokarzę to co już widzi światło dzienne. Brązowy komplecik, naszyjnik i kolczyki. Chyba w sumie podpatrzone u różnych wykonawców i na koniec sklecione tak jak się dało.
środa, 12 stycznia 2011
Kropla różu
Kolejny naszyjnik, tym razem delikatniejszy. Koraliki szklane z ciekawą jak dla mnie kolorystyką. Wzór również dość powszechny. Tak ogólnie to ja mam obsesje na punkcie różowego, czerwonego i niebieskiego koloru. Najchętniej bym robiła frywolitki właśnie w takich kolorach, niestety wydaje mi się, odważnych amatorów na takie barwy jest mało. Cóż, Dodą to się trzeba urodzić ;)


wtorek, 11 stycznia 2011
Czarna perła
Od tego się zaczęła moja zbrodnia. Nazwę to zbrodnią gdyż jako pierwszy no cóż, profesjonaliści mogli by się przyczepić do tego i owego. Wzór dość popularny, u wielu już spotykany więc nie wiem czy ktoś rości sobie prawa do niego. Jeśli tak jest chętnie to usłyszę. Kordonek w kolorze kawy z mlekiem połączony z czarnymi szklanymi perłami. Zachwyca mnie waga tegoż naszyjnika, przyjemne uczucie mając go na szyi.



Do nabycia już wkrótce w moim sklepie internetowym.
Do nabycia już wkrótce w moim sklepie internetowym.
czwartek, 6 stycznia 2011
Paplanina po raz pierwszy
Z nowym rokiem pomyślałam że umieszczę trochę własnej paplaniny na blogu. Zaglądam na swój blog codziennie żeby poczytać co też ciekawego umieścili na własnych blogach ci których obserwuję. Zachwycam się ich treściami i nie raz do głowy przychodzi, że chciałabym aby mój blog też tak sobie paplał, ale za każdym razem gdy zbieram się do napisania czegokolwiek to kasuję w połowie bo dobiega mnie myśl, iż może czyta to ktoś, kto wolałabym żeby nie czytał i za dużo o mnie nie wiedział. Czy tak jest na prawdę, cóż chyba lepiej nie wiedzieć.
Każdy lub prawie każdy ma jakieś tam noworoczne postanowienia, ja też mam, choć jakoś nie udaje mi się ich dotrzymać, może w tym roku to się zmieni. Wbrew temu co myślą o mnie inni, a szczególnie Pani B. jestem pełna optymistycznej myśli. Tak, więc jednym z moich tegorocznych postanowień jest: WIĘCEJ PAPLANINY NA BLOGU.
Gdy spotykam kogoś nowego i odkrywam przypadkowo przed nim swoje zdolności, za każdym razem słyszę zdanie w podobnym stylu: Kamila czy jest coś czego nie potrafisz? Ja odpowiadam: jeśli coś takiego jest to nie wykluczam, że się tego nie nauczę! Sprowadza się to zatem do mojej kolejnej złotej myśli iż nigdy nie wiadomo co się będzie jeszcze w życiu robiło, więc nie ma się co zarzekać że tego czy tego robić nie będę.
Przykład: kiedyś próbowałam zrobić naszyjnik frywolitkowy, niestety, przerosło mnie to, po wykonaniu jednej trzeciej zaczęło mi się wszystko plątać i rzuciłam to tałatajstwo w kąt. Nie dawno wróciłam do frywolitek. Po odkryciu kilku sztuczek na innych stronach jak to czy sio zrobić wzięłam się znów do roboty i wykonałam naszyjnik, tym razem cały, a za nim już było z górki, drugi, trzeci i czwarty. Zdjęcia pokarzę wkrótce, gdy pogodzę się z moim aparatem.
Przykład drugi mojego zarzekania się. Przeglądałam kiedyś różne blogi i zastanawiałam się po co niektóre kobiety farbują włóczki na różne melanże. Warto to się tak narabiać?! Dziś, szukając w międzyczasiu wzorów na celtyckie frywolitki, weszłam przypadkiem na blog Patrycji Milczenie nitek. Bardzo ładny z resztą blog. Tam pokazuje jak farbuje kordonek. O! To coś dla mnie! Możecie być pewni że już niedługo sama coś ufarbuję, muszę tylko doczytać gdzieś czy farbowanie włóczki tak samo się robi bo zastanowiło mnie czy włóczka pod wpływem temperatury nie kurczy się, a może jakoś inaczej ją farbują niż kordonek.
Z takich ciekawostek z którymi chciałam się podzielić to dziwny zbieg okoliczności jaki zauważyłam na swoim blogu a mianowicie zupełnie przypadkiem w roku 2009 napisałam na blogu 28 postów i nieświadomie tyleż samo zamieściłam w 2010r. Oby ten rok był obfitszy ;)
Każdy lub prawie każdy ma jakieś tam noworoczne postanowienia, ja też mam, choć jakoś nie udaje mi się ich dotrzymać, może w tym roku to się zmieni. Wbrew temu co myślą o mnie inni, a szczególnie Pani B. jestem pełna optymistycznej myśli. Tak, więc jednym z moich tegorocznych postanowień jest: WIĘCEJ PAPLANINY NA BLOGU.
Gdy spotykam kogoś nowego i odkrywam przypadkowo przed nim swoje zdolności, za każdym razem słyszę zdanie w podobnym stylu: Kamila czy jest coś czego nie potrafisz? Ja odpowiadam: jeśli coś takiego jest to nie wykluczam, że się tego nie nauczę! Sprowadza się to zatem do mojej kolejnej złotej myśli iż nigdy nie wiadomo co się będzie jeszcze w życiu robiło, więc nie ma się co zarzekać że tego czy tego robić nie będę.
Przykład: kiedyś próbowałam zrobić naszyjnik frywolitkowy, niestety, przerosło mnie to, po wykonaniu jednej trzeciej zaczęło mi się wszystko plątać i rzuciłam to tałatajstwo w kąt. Nie dawno wróciłam do frywolitek. Po odkryciu kilku sztuczek na innych stronach jak to czy sio zrobić wzięłam się znów do roboty i wykonałam naszyjnik, tym razem cały, a za nim już było z górki, drugi, trzeci i czwarty. Zdjęcia pokarzę wkrótce, gdy pogodzę się z moim aparatem.
Przykład drugi mojego zarzekania się. Przeglądałam kiedyś różne blogi i zastanawiałam się po co niektóre kobiety farbują włóczki na różne melanże. Warto to się tak narabiać?! Dziś, szukając w międzyczasiu wzorów na celtyckie frywolitki, weszłam przypadkiem na blog Patrycji Milczenie nitek. Bardzo ładny z resztą blog. Tam pokazuje jak farbuje kordonek. O! To coś dla mnie! Możecie być pewni że już niedługo sama coś ufarbuję, muszę tylko doczytać gdzieś czy farbowanie włóczki tak samo się robi bo zastanowiło mnie czy włóczka pod wpływem temperatury nie kurczy się, a może jakoś inaczej ją farbują niż kordonek.
Z takich ciekawostek z którymi chciałam się podzielić to dziwny zbieg okoliczności jaki zauważyłam na swoim blogu a mianowicie zupełnie przypadkiem w roku 2009 napisałam na blogu 28 postów i nieświadomie tyleż samo zamieściłam w 2010r. Oby ten rok był obfitszy ;)
środa, 8 grudnia 2010
pomysłu na tytuł brak!
sobota, 4 grudnia 2010
Pomóż
„Nakarm psa z Szerlokiem” to akcja charytatywna niosąca pomoc pieskom ze schronisk w Gaju i Kaliszu. Wejdź na stronę Szerlok.pl i pomóż. Wystarczy jedno kliknięcie dziennie, by nakarmić wybranego psiaka.

Akcja trwa do 21 grudnia. Czasu zostało niewiele. Więc proszę Was, pomóżcie. Powiadomcie swoich znajomych, umieście link na swoi blogu, stronie internetowej i klikajcie. Głodne psy czekają na Twoją pomoc.

Akcja trwa do 21 grudnia. Czasu zostało niewiele. Więc proszę Was, pomóżcie. Powiadomcie swoich znajomych, umieście link na swoi blogu, stronie internetowej i klikajcie. Głodne psy czekają na Twoją pomoc.
czwartek, 11 listopada 2010
poniedziałek, 8 listopada 2010
Ponczo
Ludzie, ludzie nie uwierzycie!!! Sama moim oczom i rękom nie wierze. Zrobiłam pierwsze w życiu ponczo. Ktoś powie: ale się podnieca, wielka mi rzecz, ponczo. Ano wielka bo zawsze mi się wydawało, że ja to pół roku ponczo robić będę. A tu ogólnie licząc to jakieś tydzień powstawało. Z radości to aż się nogą za uchem podrapie. Ponczo nie dla mnie. Odfrunęło. Był to prezent imieninowy dla kuzynki. Sama solenizantka z wrażenia aż skakała gdyż ponczo było jej marzeniem.
Ponczo wykonane jest z cienkiej włóczki frote. Nitka była bardzo cienka dlatego postanowiłam przewinąć i dziergać we dwie. Robótka oczywiście szydełkowa z małym dodatkiem ściągacza wykonanego na drutach, co widać na załączonym obrazku.

Ponczo wykonane jest z cienkiej włóczki frote. Nitka była bardzo cienka dlatego postanowiłam przewinąć i dziergać we dwie. Robótka oczywiście szydełkowa z małym dodatkiem ściągacza wykonanego na drutach, co widać na załączonym obrazku.
wtorek, 2 listopada 2010
płaszczyk
Specjalnie na wesele na które robiłam butelkę (tą z przedostatniego postu) uszyłam sobie płaszczyk. To kolejna z tych rzeczy robiona "na gwałt". Powstał w 2 noce. Sam materiał przeleżał u mnie z rok, czekał, czekał aż się doczekał. Wylicytowałam go kiedyś na allegro za 12 zł chyba. Płaszczykowi niestety do dzisiejszego dnia brakuje paska. Miał być nie z materiału tylko jakiś taki ze sklepu z mega ozdobną klamrą. Niestety, fryzjer puścił mnie z torbami i w tym ciężkim szoku i mocno wylakierowanymi lokami wychodząc z pod grzebienia zapomniałam kompletnie o pasku i tak czeka sobie płaszcz... aż się doczeka. Wzorek no niestety poszłam na łatwiznę, posłużyłam się Burdą.
środa, 20 października 2010
Czasem...
Czasem gdy mam wenę zdarza mi się popełnić małą zbrodnię i narysować coś. Niestety ręka odwykła mi ostatnio od ołówka, nie tak zaraz wprawy na powrót dostanę, ale zew natury wzywa i cosik kombinuję w kompie przy użyciu Gimpa i Painta. Jak już coś w miarę śmiesznego powstanie to popełniam kolejną zbrodnię i wysyłam na portal calisii i czaaaaasem coś się ukazuje. To powstało nie dawno

a to co dziś narysowałam pokarzę zaraz po tym jak urażę się na Calisii

a to co dziś narysowałam pokarzę zaraz po tym jak urażę się na Calisii
wtorek, 19 października 2010
Buteleczka
Bardzo chcemy Was poprosić
By nam kwiatów nie przynosić
Stąd wiadomość ku publice:
chcemy z winien mieć winnice.
Wina które dostaniemy
Kiedyś z wami wypijemy.

Oczywiście, na nic nie mam ostatnio czasu, wszystko co robię, robię galopem. Buteleczka miała być trochę inna, ale cóż, czas naglił i trzeba było trochę poskąpić urodzie. Krochmalu też trochę za mało było, za miękkie to to, ale cóż, obdarowani i tak to ubranko wkrótce pewnie zdejmą, zawartość opróżnią, a dziergadełko rzucą w kąt.
By nam kwiatów nie przynosić
Stąd wiadomość ku publice:
chcemy z winien mieć winnice.
Wina które dostaniemy
Kiedyś z wami wypijemy.
Oczywiście, na nic nie mam ostatnio czasu, wszystko co robię, robię galopem. Buteleczka miała być trochę inna, ale cóż, czas naglił i trzeba było trochę poskąpić urodzie. Krochmalu też trochę za mało było, za miękkie to to, ale cóż, obdarowani i tak to ubranko wkrótce pewnie zdejmą, zawartość opróżnią, a dziergadełko rzucą w kąt.
czwartek, 24 czerwca 2010
na szybko...
Robiąc małe porządki znalazłam materiały które postanowiłam przeistoczyć w coś praktycznego. Uszyłam dla Olki 2 sukienki. Obie są marszczone u góry. Sukienka z żorżety jest zwiewna i ma sznurowane ramiączka,

druga z bliżej nie określonego materiału ma szerokie ramiączka zapięte na guziki, dół sukni na kształt bombki.

Uszyłam też kapelusik na głowę. Wszystko się szybko i przyjemnie szyło.
druga z bliżej nie określonego materiału ma szerokie ramiączka zapięte na guziki, dół sukni na kształt bombki.
Uszyłam też kapelusik na głowę. Wszystko się szybko i przyjemnie szyło.
środa, 26 maja 2010
Od deski do deski
Agata Kołakowska "Patrycja" Książa ciekawa, lubię takie czytać. 5 gwiazdek *****

Natalia Rogińska "Alicja" - książka ciekawa, ale trochę dołująca. Co by Alicja nie zrobiła było źle, a Grzegorz ten lepszy. Kurcze, ja przy niej popadła bym już w skrajną depresję. Książka jak to książka, powinna mieć dobre chociaż zakończenie i takie ma. Nie wiem, może gdybym przeczytała ją w innym czasie lepiej bym się o niej wypowiedziała, dziś jest tak jak jest 4 gwiazdki ****

Przeczytałam w odwrotnej kolejności, ale nie żałuję. Super książka, nie można się od niej oderwać. 6 gwiazdeczek u mnie ******

Natalia Rogińska "Alicja" - książka ciekawa, ale trochę dołująca. Co by Alicja nie zrobiła było źle, a Grzegorz ten lepszy. Kurcze, ja przy niej popadła bym już w skrajną depresję. Książka jak to książka, powinna mieć dobre chociaż zakończenie i takie ma. Nie wiem, może gdybym przeczytała ją w innym czasie lepiej bym się o niej wypowiedziała, dziś jest tak jak jest 4 gwiazdki ****

Przeczytałam w odwrotnej kolejności, ale nie żałuję. Super książka, nie można się od niej oderwać. 6 gwiazdeczek u mnie ******
środa, 19 maja 2010
Czy ten rudy kot to pies?
W ogóle tego nie planowałam, po prostu na szybcika skoczyłam do biblioteki żeby oddać książkę wypożyczoną dla syna. Wcale nie miałam zamiaru nic brać, bo przecież nie mam czasu czytać, ale ni z gruszki, ni z pietruszki ni to z polecenia pani bibliotekarki wzięłam między innymi książkę Olgi Rudnickiej pt: "Czy ten rudy kot to pies?". Tytuł nie za bardzo do mnie przemawiał, ale zaczęłam to czytać. Okazało się, że książka jest jak heroina. Nie byłam w stanie jej odłożyć, czytałam, czytałam, czytałam, płakałam w trakcie ze śmiechu. Ech, czemu ta książka ma tylko 230 stron :(. Przeczytałam ją w 6 godzin, zaniedbując prawie cały otaczający mnie świat. Michał miał jakiś bonusowy dzień, jeszcze nigdy w swoim króciutkim życiu nie był tyle przeze mnie noszony. Kiedy nie spał żeby tylko nie marudził i wyrodna mamuśka mogła czytać, siedział mi na ręce. Mimo iż już przeczytałam tą książkę, na pewno ją sobie kupię do domowej kolekcji i jeszcze nie raz do niej wrócę. Olga Rudnicka otrzymuje ode mnie 6 gwiazdek ****** POLECAM!

... kurcze, jak ja bym chciała być taką Ulką :)

... kurcze, jak ja bym chciała być taką Ulką :)
niedziela, 4 kwietnia 2010
Kudłaty merynos
Twórczo niewiele się ostatnio udzielam, właściwie robię tylko to co muszę. Musiałam zrobić baranka z masła no to zrobiłam. Ot taki sobie kudłaty merynos z podbitymi oczami bo nie było w domu ziarenek pieprzu i trzeba było włożyć to co się akurat nawinęło czyli ziarenka ziela angielskiego.

Drugą rzeczą którą musiałam zrobić to zaproszenia na komunię dla córki. Musiałam nie musiałam, no dobrze, niech będzie że chciałam. Za scrapbooking powiedziałam, że nigdy brała się nie będę gdyż dla mnie to zwykłe marnowanie zdjęć tnąc je na dziwaczne kształty, dlatego do wykonania zaproszeń nie kupowałam żadnych materiałów ani papierów scrapopodobnych. Zaproszenia zrobiłam z tego co akurat mi do rąk wpadło.

Ponieważ zdarza mi się przeglądać czasem moje własne stare posty pomyślałam że dziś opiszę coś co chciałabym zapamiętać bo nieźle mnie rozbawiło i żebym śmiała się gdy będę go czytać tak samo jak dziś.
Dzieci to wielka radość w życiu, czasem w niespodziewanych momentach potrafią palnąć coś zabawnego. Tak było i dziś. Siedzę z Maćkiem (lat 10 i pół) przy stole i nagle syn stwierdza:
- tego lata muszę uważać żeby się nie opalić - trochę mnie to zdziwiło, bo w końcu do lata jeszcze daleko, nie mogłam sobie przypomnieć żeby kiedykolwiek był za bardzo opalony, z reguły ma zawsze na sobie jakąś koszulkę, dlatego podjęłam zaczęty przez syna temat i pytam z kąt to stwierdzenie
- bo już raz się opaliłem - cóż, nadal mi to nic nie mówi
- no i?
- no bo człowiek ma 10 warstw skóry, raz się już opaliłem tak że mi skóra zeszła to zostało mi 9 warstw .... śmiać się czy płakać?? Przypomniał mi się niedawno nadawany odcinek "Na dobre i na złe" kiedy to chłopiec zranił nożem swoją babcie twierdząc że zostało jej jeszcze 6 żyć, tak jak w jego ulubionej grze komputerowej.

Drugą rzeczą którą musiałam zrobić to zaproszenia na komunię dla córki. Musiałam nie musiałam, no dobrze, niech będzie że chciałam. Za scrapbooking powiedziałam, że nigdy brała się nie będę gdyż dla mnie to zwykłe marnowanie zdjęć tnąc je na dziwaczne kształty, dlatego do wykonania zaproszeń nie kupowałam żadnych materiałów ani papierów scrapopodobnych. Zaproszenia zrobiłam z tego co akurat mi do rąk wpadło.
Ponieważ zdarza mi się przeglądać czasem moje własne stare posty pomyślałam że dziś opiszę coś co chciałabym zapamiętać bo nieźle mnie rozbawiło i żebym śmiała się gdy będę go czytać tak samo jak dziś.
Dzieci to wielka radość w życiu, czasem w niespodziewanych momentach potrafią palnąć coś zabawnego. Tak było i dziś. Siedzę z Maćkiem (lat 10 i pół) przy stole i nagle syn stwierdza:
- tego lata muszę uważać żeby się nie opalić - trochę mnie to zdziwiło, bo w końcu do lata jeszcze daleko, nie mogłam sobie przypomnieć żeby kiedykolwiek był za bardzo opalony, z reguły ma zawsze na sobie jakąś koszulkę, dlatego podjęłam zaczęty przez syna temat i pytam z kąt to stwierdzenie
- bo już raz się opaliłem - cóż, nadal mi to nic nie mówi
- no i?
- no bo człowiek ma 10 warstw skóry, raz się już opaliłem tak że mi skóra zeszła to zostało mi 9 warstw .... śmiać się czy płakać?? Przypomniał mi się niedawno nadawany odcinek "Na dobre i na złe" kiedy to chłopiec zranił nożem swoją babcie twierdząc że zostało jej jeszcze 6 żyć, tak jak w jego ulubionej grze komputerowej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
